Browsing Tag

własność intelektualna

nowe technologie prawo IT sztuczna inteligencja

Internet rzeczy wyprzedza prawo

31 sierpnia 2021

Technologia nie jest już tylko sektorem gospodarki, ale jej kręgosłupem. Technologie teleinformatyczne stanowią bowiem dynamiczną dziedzinę, która odgrywa istotną rolę w życiu oraz napędzaniu gospodarki. Jednym z najszybciej rozwijających się trendów technologicznych jest Internet rzeczy. (ang. Internet of Things,dalej również jako: „IoT”). Status prawny IoT wciąż jednak stoi pod znakiem zapytania. Obecnie ani w Polsce, ani na świecie nie ma aktu prawnego kompleksowo regulującego wszystkie kwestie i problemy prawne związane z IoT. Zauważalny brak szczegółowych regulacji tworzy potrzebę odniesienia do licznych aktów prawnych, takich jak m.in. RODO, prawo telekomunikacyjne, akt o cyberbezpieczeństwie (Dz.Urz. UE L Nr 151 z 7.06.2019 r., s. 15) czy też zagadnień z prawa własności intelektualnej. Obowiązujące przepisy prawa nie są jednak wystarczające dla nowoczesnych rozwiązań technologicznych. Rozwój Internetu rzeczy znacznie bowiem wyprzedza normy prawne dotyczące bezpieczeństwa, prywatności oraz odpowiedzialności za produkt, a tym samym stanowi wyzwanie dla ustawodawcy, jak również dla środowisk prawniczych odpowiedzialnych za adaptację prawa do zmieniających się warunków.

Co to jest Internet rzeczy?

Internet rzeczy opisuje sieć „rzeczy”, tj. obiektów fizycznych, które są osadzone w czujnikach, oprogramowaniu i innych technologiach w celu łączenia i wymiany danych z innymi urządzeniami i systemami przez Internet. Urządzenia te służą przede wszystkim do poprawy jakości życia codziennego, jak inteligentne oświetlenie pokojowe obsługiwane z poziomu aplikacji mobilnej, głośniki Google Home czy Amazon Echo wyposażone w asystenta głosowego, urządzenia przenośne noszone na ciele użytkownika celem monitorowania stanu zdrowia (ang. wearables), ale również stanowią istotny element przemysłu. Wówczas mówimy o Industrial Internet of Things (w skrócie: IIoT), który w głównej mierze obejmuje roboty, czujniki i sztuczną inteligencję. Celem rozwoju IIoT jest większa elastyczność, automatyzacja zadań i optymalizacja procesów przemysłowych. A przez to zwiększenie produktywności i zmniejszenie kosztów. Na szerszą skalę IoT można zastosować do sieci transportowych w ramach tzw. „inteligentnych miast”, które mogą pomóc nam zmniejszyć ilość odpadów i poprawić zużycie energii.

Jak wynika z raportu ABI Research „Connected & protected: The vulnerabilities and opportunities of IoT security” – Internet rzeczy na świecie to obecnie 8,6 miliarda połączeń, jednakże do 2026 r. ich liczba ma wzrosnąć na świecie prawie trzykrotnie – do 23,6 miliarda.

Zgodnie z raportem GUS na temat społeczeństwa informacyjnego w Polsce w 2020 r., w odniesieniu do sektorowego zastosowania, IoT najczęściej występowało w przedsiębiorstwach zajmujących się dostawą wody, gospodarowaniem ściekami i odpadami (45,2%), a najrzadziej w sektorze gastronomii i zakwaterowania (6,6%). Ponadto jako najczęściej wykorzystywany sposób korzystania z IoT w ubiegłym roku wskazano na łączność za pośrednictwem czujników monitorujących stan techniczny maszyn urządzeń i pojazdów (12,7%)[1].

Nowa forma przetwarzania danych

Z samej istoty IoT wynikają procesy związane z przekazywaniem, udostępnianiem oraz przetwarzaniem danych oraz konieczność interakcji z innymi urządzeniami jako ich funkcja integralna, na zasadzie interoperacyjności[2]. Przedmioty podłączane do sieci są personalizowane, dopasowywane do potrzeb ich użytkowników, nie tylko na poziomie smartfonów, ale nawet w postaci np. szczoteczek do zębów. Tym sposobem powstaje globalna infrastruktura, w ramach której przedmioty są połączone i mogą przekazywać dane innym systemom, z którymi są zintegrowane przy minimalnej interwencji człowieka. W efekcie połączone urządzenia wytwarzają ogromne ilości danych, które są następnie gromadzone przez producenta lub inny podmiot. Dane te mogą przybierać różne formy, ale często zawierają prywatne informacje o konsumencie (użytkowniku). Do najważniejszych problemów związanych z ochroną danych osobowych IoT należy zatem zaliczyć niekontrolowane rozpowszechnianie danych, które są wykrywane lub śledzone na urządzeniu IoT i przekazywane automatycznie między urządzeniami bez wiedzy danej osoby.

Wobec tego, zastosowanie znajdzie w szczególności tzw. „miękkie prawo unijne”, w tym akty prawne wyrażające stanowisko organów Unii Europejskiej wobec IoT oraz obszarów pokrewnych. Jest to przede wszystkim opinia Europejskiej Rady Ochrony Danych nr 1/2020 dotycząca przetwarzania danych osobowych w kontekście pojazdów połączonych i aplikacji związanych z mobilnością oraz opinia Grupy Roboczej art. 29 nr 8/2014 w sprawie najnowszych osiągnięć w zakresie Internetu przedmiotów, przyjęta w dniu 16 września 2014 r. (WP 223).

IoT jako sposób na zintegrowanie technologii

Jedną z cech definiujących IoT jest przede wszystkim przesyłanie komunikatów w trybie M2M (ang. machine to machine), czyli maszyna-maszyna, a więc nadawcą i odbiorcą poszczególnych komunikatów nie będzie zawsze człowiek, tak jak przewiduje to przykładowo reżim prawa telekomunikacyjnego[3]. Powyższy proces w zasadzie nie wymaga dodatkowego zaangażowania osób fizycznych.

Oczekuje się, że Internet rzeczy zintegruje technologie związane z automatycznym wykrywaniem sieci i ustalaniem połączeń (automatic networking), eksploracją danych (data mining), podejmowaniem decyzji, ochroną bezpieczeństwa i prywatności oraz chmurami obliczeniowymi (cloud computing)[4]. Warto więc zwrócić uwagę na zagadnienie certyfikacji produktów oraz cyfrowych usług – IoT niewątpliwie wymaga uwzględnienia aspektów cyberbezpieczeństwa. Co do zasady, w zgodzie z aktem o cyberbezpieczeństwie, certyfikacja pozostaje dobrowolna. Wskazuje się jednak na możliwość wprowadzenia certyfikacji obligatoryjnej, koniecznej dla oferowania wybranych produktów lub usług.

Odpowiedzialność za szkodę

W polskim prawie nie występują obecnie przepisy, które ściśle określają odpowiedzialność producenta urządzenia czy dostawcy rozwiązań IoT. W odniesieniu do ochrony danych, odpowiedzialność wynika przede wszystkim z reżimu RODO, zasadne jest także odwołanie do ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. z 2020 r. poz. 344). Istotnym zagadnieniem jest odpowiedzialność dostawców rozwiązań IoT za potencjalne szkody wynikające z używania przedmiotów. Odwołanie do przepisów dotyczących odpowiedzialności za szkodę wywołaną przez produkt niebezpieczny, uregulowane ustawą z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz. U. z 2020 r. poz. 1740 z późn. zm.) (dalej jako: „KC”) okazuje się kwestią problematyczną.

Zgodnie z brzmieniem art. 4491 § 2 KC, przez produkt niebezpieczny należy rozumieć rzecz ruchomą. Z uwagi na nieodłączne powiązanie przedmiotów z łącznością elektroniczną i wyposażeniem ich w oprogramowanie, powyższe implikuje wyłączenie dostawców aplikacji IoT spod wskazanego reżimu odpowiedzialności. Ograniczenie odpowiedzialności do szkody na mieniu występuje tylko wówczas, gdy rzecz zniszczona lub uszkodzona należy do rzeczy zwykle przeznaczanych do osobistego użytku i w taki przede wszystkim sposób korzystał z niej poszkodowany (art. 4492 KC). Powyższe nie znajdzie zatem zastosowania do naruszeń związanych z bezpieczeństwem informacyjnym czy prywatnością użytkowników narzędzi IoT.

Działalność Grupy Roboczej ds. Internetu rzeczy

Wraz z postępującą cyfryzacją życia codziennego oraz rozwojem nowych technologii potrzeba regulacji IoT przybiera na znaczeniu. W Polsce powołano w 2018 r. Grupę Roboczą ds. Internetu Rzeczy przy Ministerstwie Cyfryzacji na potrzeby tworzenia rekomendacji tych działań, które przyczynią się do stworzenia odpowiednich warunków dla upowszechnienia technologii IoT tak, aby mogła ona mieć realny wpływ na wzrost gospodarczy naszego kraju. Warto przy tym wskazać na opublikowany przez Ministerstwo Cyfryzacji raport z kwietnia 2019 r. pt. „IoT w Polskiej gospodarce. Raport Grupy Roboczej do spraw Internetu Rzeczy przy Ministerstwie Cyfryzacji”. Od stycznia 2020 r. Grupa zajęła się natomiast pracą przy realizacji projektów z zastosowaniem IoT, między innymi w obszarze ochrony zdrowia czy w inteligentnym transporcie.

Jak wskazywano we wstępie, obecnie nie ma jednego aktu prawnego uszczegóławiającego problematykę IoT, zatem regulacja tego obszaru jest fragmentaryczna. Cyfrowa rewolucja wymaga odpowiednich dostosowań w sferze prawnej, a zgodnie z postulowanymi przez Grupę Roboczą zmianami prawnymi, wymagane są nowelizacje m.in. w prawie telekomunikacyjnym, prawie zamówień publicznych, prawie podatkowym, administracyjnym czy w regulacji ochrony danych osobowych.

W świetle prawa kontraktowego, Grupa Robocza zidentyfikowała przy tym kilka dalszych problemów prawnych. Jest to między innymi niejednoznaczność występująca w toku łączeniu usług oraz przekazywania danych w przypadku wielu ich możliwych odbiorców. Poza tym, w obrębie prawa własności intelektualnej i z uwagi na specyfikę IoT, powstaje pytanie o możliwość rozporządzania takimi urządzeniami. Korzystanie przez nabywcę urządzenia IoT z oprogramowania zainstalowanego w zbywanym przedmiocie należy powiązać z tzw. zasadą wyczerpania prawa.

Obiecujące perspektywy mimo wyzwań dla prawa

Internet Rzeczy jest niewątpliwie technologią przyszłości. Oddziałuje na produkcję, logistykę, usługi, wymuszając na przedsiębiorcach nieustanną gotowość do obserwowania rynku i sięgania po innowacyjne rozwiązania. IoT może stać się perspektywicznym rynkiem szczególnie dla dostawców usług telekomunikacyjnych i ubezpieczeniowych. Rozsądnym krokiem będzie ujednolicanie terminologii powiązanej z tym obszarem, co staje się nie lada wyzwaniem z uwagi na dynamiczny rozwój nowych technologii. Wymagane jest przy tym stałe udostępnianie danych pomiędzy urządzeniami celem ich płynnego współdziałania, a wobec tego wiąże się z przetwarzaniem danych na szeroką skalę i zwiększonym ryzykiem naruszenia prywatności. Niemniej, obecne środowisko prawne jest niezupełne, krępujące dla potencjału IoT, którego narzędzia niewątpliwie będą odgrywały coraz większą rolę w poprawie jakości życia codziennego. Bez odpowiedniego uregulowania obszarów należących do kompetencji ustawodawcy dotrzymanie kroku największym technologicznym potentatom będzie niemożliwe. Aktywność Grupy Roboczej ds. Internetu Rzeczy z pewnością pozwoli przyspieszyć rozwój IoT i zapewnić jego ciągłość przez dziesięciolecia.

Autorki wpisu: Maria Czainska i Kinga Wójcikowska


[1] Główny Urząd Statystyczny, Społeczeństwo informacyjne w Polsce w 2020 r., grudzień 2020 r.: https://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5497/1/14/1/spoleczenstwo_informacyjne_w_polsce_w_2020_r..pdf (dostęp: 08.07.2021 r.).

[2] Ministerstwo Cyfryzacji, IoT w polskiej gospodarce. Raport Grupy Roboczej do spraw Internetu Rzeczy przy Ministerstwie Cyfryzacji, kwiecień 2019 r.: https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/grupa-robocza-ds-internetu-rzeczy-internet-of-things-iot (dostęp: 15.06.2021 r.).

[3] X. Konarski, Rozporządzenie o e-Prywatności jako regulacja sektorowa względem ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) [w:] Dodatek do MoP nr 20/2017, Legalis.

[4] E. Kwiatkowska, Rozwój Internetu rzeczy – szanse i zagrożenia (w:) Internetowy Kwartalnik Antymonopolowy i Regulacyjny nr 8(3)/2014, s. 62.

cyberbezpieczeństwo nowe technologie ochrona danych osobowych sztuczna inteligencja

Sztuczna inteligencja pod lupą europejskich organów ochrony danych osobowych

17 sierpnia 2021

Sztuczna inteligencja, jakkolwiek wielu z nas kojarzy się bardziej z filmami z gatunku science fiction niż z rzeczywistością, powoli wkracza w wiele obszarów naszego życia – od systemów zawartych w smartfonach i samochodach po urządzenia obrazowania termicznego znajdujące się na lotniskach.

Projekt unijnego rozporządzenia w sprawie sztucznej inteligencji

Tempo zmian technologicznych i wyzwania jakie stawia rozwój techniki prawodawstwom skłonił Komisję Europejską do uregulowania kwestii sztucznej inteligencji na poziomie formalnym, co skutkowało publikacją w 2018 r. europejskiej strategii na rzecz sztucznej inteligencji, zaś w 2020 r. białej księgi w sprawie sztucznej inteligencji. Z kolei w dniu 21 kwietnia 2021 r., po przeprowadzeniu wielomiesięcznych konsultacji, opublikowano wniosek w sprawie projektu ustanawiającego zharmonizowane przepisy dotyczące sztucznej inteligencji (akt w sprawie sztucznej inteligencji).

Przy tworzeniu projektu rozporządzenia z jednej strony brano pod uwagę potrzebę ochrony praw podstawowych uregulowanych w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej oraz interesów publicznych i prywatnych, z drugiej zaś strony – ustanowiono mechanizmy pozwalające na rozwój i wdrażanie sztucznej inteligencji w Unii. Intencją Komisji było zbudowanie zaufania do systemów sztucznej inteligencji, poprzez wyważenie potrzeb pomiędzy coraz częstszym jej wykorzystywaniem a ryzykiem jakie niesie ona ze sobą dla wielu dziedzin naszego życia.

Projekt rozporządzenia określa m. in. zasady stosowania systemów sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka, zasady stosowania systemów rozpoznawania emocji (służących do rozpoznawania lub odgadywania emocji lub zamiarów osób na podstawie danych ich biometrycznych), systemów kategoryzacji biometrycznej (służących do przypisywania osób do określonych kategorii, takich jak płeć, wiek, kolor włosów, tatuaże, pochodzenie etniczne lub orientacja seksualna bądź polityczna, na podstawie ich danych biometrycznych), obowiązki dostawców i użytkowników systemów oraz zasady certyfikacji systemów. Wprowadzono także wysokie kary za nieprzestrzeganie przepisów rozporządzenia.

Dane osobowe a sztuczna inteligencja

Jedną z kwestii, która od początku budziła szczególne zainteresowanie, była kwestia ochrony danych osobowych osób fizycznych w kontekście ich przetwarzania w systemach sztucznej inteligencji. Jak wiemy, ochrona danych osobowych, od czasu wejścia w życie RODO, zyskała szczególne znaczenie. Nie dziwi więc zainteresowanie europejskich organów ochroną danych osobowych w systemach sztucznej inteligencji.

W projekcie rozporządzenia przesądzono m. in., że:

  • wszelkie dane osobowe przetwarzane w systemach znajdować się muszą w funkcjonalnie wyodrębnionym, odizolowanym, kontrolowanym i chronionym środowisku, a dostęp do nich posiadać mogą wyłącznie upoważnione osoby;
  • żadne przypadki przetwarzania danych osobowych nie mogą prowadzić do wdrożenia środków lub podjęcia decyzji wywierających wpływ na osoby, których dane dotyczą;
  • wprowadzono zakaz stosowania systemów wykorzystujących techniki podprogowe będące poza świadomością danej osoby w celu istotnego zniekształcenia zachowania tej osoby w sposób, który powoduje lub może powodować u niej lub u innej osoby szkodę fizyczną lub psychiczną;
  • wprowadzono zakaz wykorzystywania do celów egzekwowania prawa, z wyjątkiem zamkniętej listy trzech sytuacji, systemów do zdalnej identyfikacji biometrycznej osób fizycznych „w czasie rzeczywistym” w przestrzeni publicznej.

Systemy, o jakich mowa w ostatnim z ww. punktów, to systemy służące do rozpoznawanie danych np. twarzy, chodu, odcisków palców, DNA, głosu i innych sygnałów biometrycznych lub behawioralnych i służące do identyfikacji osób fizycznych na odległość, poprzez porównanie danych biometrycznych takiej osoby z danymi zgromadzonymi w rejestrze. Działanie systemów „w czasie rzeczywistym” oznacza że pobranie danych, porównanie i identyfikacja osoby następują niemalże natychmiast, a w każdym razie bez znacznego opóźnienia. Gdzie takie systemy mogą być wykorzystywane? Wyobraźmy sobie chociażby możliwość niemalże natychmiastowego ustalenia sprawcy przestępstwa na podstawie nagrania z kamery przesyłowej, po porównaniu cech jego twarzy lub chodu z danymi w rejestrze. Z drugiej strony – możliwość ustalenia tożsamości uczestników pokojowego zgromadzenia i wykorzystania tych informacji w celach politycznych. Dlatego też, oprócz pozytywnego efektu w zakresie walki z przestępczością, zastosowanie takich systemów może mieć ogromny wpływ na życie prywatne każdego z nas, poprzez wywoływanie poczucia stałego nadzoru i zniechęcania np. do korzystania z wolności zgromadzeń. W konsekwencji zastosowanie tychże systemów ograniczono do trzech przypadków, m. in. poszukiwania ofiar przestępstw, w tym zaginionych dzieci, zapobiegania zagrożeniu życia lub bezpieczeństwa osób lub atakowi terrorystycznemu.

Rekomendacje EROD i EIOD

W związku z trwającymi konsultacjami projektu rozporządzenia, w dniu 18 czerwca 2021 r. głos w jego sprawie zabrały Europejska Rada Ochrony Danych (EROD) i Europejski Inspektor Ochrony Danych (EIOD), wydając wspólną opinię w sprawie projektu rozporządzenia. Jakkolwiek  uznano projekt rozporządzenia za dobry krok, wezwano jednocześnie do kategorycznego wprowadzenia zakazu wykorzystywania sztucznej inteligencji do automatycznego rozpoznawania cech ludzkich w przestrzeni publicznej, w jakimkolwiek kontekście. Wyrażono wręcz opinię, że wdrożenie takich systemów w przestrzeni publicznej oznaczać będzie koniec anonimowości.

W opinii zalecono także wprowadzenie zakazu stosowania systemów sztucznej inteligencji wykorzystujących dane biometryczne do podziału osób na grupy ze względu na pochodzenie etniczne, płeć, poglądy polityczne lub orientację seksualną, czy z innych względów, które mogą prowadzić do niesprawiedliwej dyskryminacji.

EROD i EIOD uznały także, że wykorzystywanie systemów sztucznej inteligencji do odgadywania emocji osób powinno być zabronione, z wyjątkiem kilku ściśle określonych przypadków, takich jak niektóre cele zdrowotne, gdzie istotna jest diagnoza stanu emocjonalnego pacjenta. Za szczególnie niepożądane uznano wykorzystywanie sztucznej inteligencji do wszelkiego rodzaju oceny punktowej zachowań społecznych.

Konsultacje wniosku w zakresie projektu rozporządzenia nadal trwają.

Treść opinii EROD i EIOD pokazuje, że zabrały one ważny i potrzebny głos w sprawie dyskusji nad sztuczną inteligencją.

Autor wpisu: Marta Pasztaleniec

własność przemysłowa znaki towarowe

Przedawnienie roszczeń o zakazanie naruszania prawa ochronnego na znak towarowy w przypadku czynów o charakterze powtarzalnym lub ciągłym

12 lipca 2021

Wstęp

18 maja 2021 r., w sprawie pod sygn. akt III CZP 30/20,  Sąd Najwyższy w składzie 7 sędziów podjął uchwałę, w której stwierdził:

„Jeżeli naruszenie prawa ochronnego na unijny znak towarowy ma charakter powtarzalny i trwa w chwili zgłoszenia roszczenia niepieniężnego, w tym roszczenia o zakazanie naruszenia, pięcioletni termin przedawnienia określony w art. 289 ust. 1 w związku z art. 298 ustawy z dnia 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (…)  biegnie od każdego dnia, w którym naruszenie nastąpiło.”

Źródło sporu i wyrok Sądu I instancji

W niniejszej sprawie znany europejski producent samochodów (dalej jako: „Producent”) wystąpił przed polskim Sądem z powództwem przeciwko przedsiębiorcy, który bez jego zgody oferował i wprowadzał do obrotu na terytorium Polski samochodowe kratki wylotu powietrza – tzw. grille – opatrzone zarejestrowanym na rzecz Producenta znakiem towarowym unii europejskiej, przedstawiającym cztery nachodzące na siebie okręgi (dalej jako: „znak towarowy Producenta”).

W toku postępowania pozwany podniósł zarzut przedawnienia roszczeń niepieniężnych tj. roszczenia o nakazanie zaniechania używania znaku towarowego Powoda, roszczenia o wycofanie z obrotu produktów oznaczonych znakiem towarowym Producenta oraz roszczenia o zobowiązanie do publikacji wyroku. Zarzut został uznany za zasadny.

Kluczowe znaczenie dla takiego rozstrzygnięcia miał fakt, że pozwany prowadzi działalność od 1995  r., a co najmniej od 2001 r. wprowadza do obrotu atrapy grilli przeznaczone do samochodów osobowych, oznaczane znakiem towarowym Producenta.

Sąd I instancji uznał (co potem podważył Sąd Najwyższy – zob. poniżej), że w przypadku naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy poprzez czyn ciągły, początek pięcioletniego biegu terminu przedawnienia, o którym mowa w art. 289 ust. 1 zdanie drugie p.w.p.[1] (przepis dotyczy patentu lecz stosuje się go odpowiednio do znaków towarowych) biegnie od początkowego terminu rozpoczęcia naruszającej działalności.

Zgodnie z art. 289 ust. 1 p.w.p. roszczenia z tytułu naruszenia patentu ulegają przedawnieniu z upływem trzech lat (a tempore scientiae). Bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia, w którym uprawniony dowiedział się o naruszeniu swojego prawa i o osobie, która naruszyła patent, oddzielnie co do każdego naruszenia. Jednakże w każdym przypadku roszczenie przedawnia się z upływem pięciu lat od dnia, w którym nastąpiło naruszenie patentu (a tempore facti).

Zatem – jak przyjął Sąd I instancji – skoro pozwany na kilkanaście lat przed wytoczeniem powództwa prowadził już działalność gospodarczą, której przedmiotem były części samochodowe oznaczane znakiem towarowym Producenta, to pięcioletni termin upłynął.

Podczas rozpoznawania apelacji pozwanego Sąd II instancji powziął wątpliwości co do poprawności rozstrzygnięcia Sądu I Instancji i przedstawił Sądowi Najwyższemu zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia.

Postanowienie Sądu Najwyższego

W uzasadnieniu postanowienia z dnia 12.12.2019 r. (III CZP 47/19) Sąd Najwyższy zwrócił uwagę na następujące zagadnienia:

  • ustawodawca celowo w art. 289 p.w.p. użył sformułowania „oddzielnie co do każdego naruszenia” – miał świadomość, że naruszenia praw własności przemysłowej są z reguły powtarzalne przez określony czas lub jednorazowe ze skutkami trwającymi kilka miesięcy lub lat,
  • przepisy o przedawnieniu ograniczając zagwarantowaną konstytucyjnie ochronę praw podmiotowych, nie powinny być wykładane rozszerzająco. Przemawia to za wyborem takiego wariantu interpretacyjnego art. 289 ust. 1 p.w.p., który w najmniejszym stopniu ogranicza skuteczne dochodzenie przez uprawnionego roszczeń z uwagi na zastosowanie instytucji przedawnienia,
  • przyjęcie rygorystycznego podejścia, że przedawnienie upływa zawsze z okresem 5 lat od rozpoczęcia działalności naruszającej, nie bacząc czy naruszenie jest długotrwałe, faktycznie, prowadziłoby do sytuacji, w której na rynku funkcjonowałoby wiele podmiotów korzystających z jednego prawa wyłącznego, bez jakiejkolwiek informacji w rejestrze. Prowadziłoby to do kolizji z funkcją znaku towarowego, wprowadzając odbiorców w błąd co do pochodzenia towarów, czemu uprawniony nie mógłby się przeciwstawić. 

Przedmiotowym postanowieniem zagadnienie zostało przedstawione do rozstrzygnięcia powiększonemu składowi Sądu Najwyższego.

Uchwała Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy rozpoznając sprawę w składzie powiększonym stwierdził, że w przypadku czynów o charakterze ciągłym początek biegu terminu przedawnienia roszczeń niepieniężnych należy liczyć oddzielnie co do każdego naruszenia. Przenosząc powyższe na grunt niniejszej sprawy należy stwierdzić, że za początek biegu przedawnienia nie można uznać rozpoczęcia działalności przez pozwanego.

Podsumowanie

Przyjęta przez Sąd Najwyższy w składzie 7 sędziów zasada rozstrzyga spory interpretacyjne w orzecznictwie i w doktrynie, co do oznaczania początku biegu 5-letniego terminu przedawnienia roszczeń niepieniężnych, wynikających z naruszenia praw własności przemysłowej o charakterze powtarzalnym oraz ciągłym.

Termin należy liczyć od każdego kolejnego dnia, w którym dochodzi do naruszenia. W praktyce zatem jeśli naruszenie trwa w trakcie wytoczenia powództwa, zarzut przedawnienia nie będzie mógł być skutecznie podniesiony, skoro pięcioletni termin przedawnienia biegnie od każdego dnia, w którym naruszenie nastąpiło. Kolejno stwierdzić trzeba, że choć uchwała dotyczy znaku towarowego unii europejskiej to zasada ta powinna znaleźć zastosowanie także w odniesieniu do sporów, których przedmiotem są krajowe znaki towarowe.

Autorem wpisu jest: Michał Czerwiński


[1] Ustawa prawo własności przemysłowej z dnia 30.06.200r. tj. z dn. 20.01.2021 r. (Dz.U. z 2021 r. poz. 324).

nowe technologie prawo autorskie

Czy prawo własności intelektualnej jest gotowe na NFT?

29 kwietnia 2021

Czym jest NFT?

Od pewnego czasu coraz częściej można usłyszeć o NFT i krypto-sztuce, które podbijają Internet. Jednak jaki związek mają one z prawem własności intelektualnej? NFT, czyli „non-fungible token” to niewymienny token który jest wykorzystywany jako cyfrowy certyfikat zaświadczający, że coś co kupiliśmy, jest nasze. Podobnie jak krypto-waluty działa on na podstawie technologii blockchain, dzięki której potwierdzona jest własność i autentyczność.  Jednak, w odróżnieniu od krypto-walut każdy NFT jest unikalny (nie ma odpowiednika).

Jak wykorzystuje się NFT?

NFT jest używane głównie do zakupu tzw. krypto-sztuki, która jest udostępniana na różnych platformach. Nie ma żadnych ograniczeń co do ‘przedmiotu’ który może być sprzedany jako NFT. Zazwyczaj są to grafiki, krótkie wideo, obrazy, utwory muzyczne czy inne cyfrowe przedmioty kolekcjonerskie. W marcu 2021 r. w ten sposób, za prawie 3 miliony dolarów, został sprzedany pierwszy tweet wysłany przez współzałożyciela Twittera – Jacka Dorseya. Pokazuje to skalę najnowszego trendu i kwoty jakie mogą być osiągane poprzez sprzedaż tokenów.

Co dokładnie kupujemy?

Istnieje przekonanie, iż kupując NFT nabywamy też prawa autorskie do danego utworu osadzonego w NFT. W rzeczywistości nie jest to jednak tak oczywiste. NFT nie jest (jeszcze?) prawnie uregulowane, a zakup tokenu niekoniecznie oznacza otrzymanie praw własności do oryginalnego dzieła. Z perspektywy praw autorskich NFT jest raczej certyfikatem czy rachunkiem zakupu. Oznacza to, że nabywca tweeta Jacka Dorseya nie posiada praw autorskich tego tekstu, a jedynie jego elektronicznie kopię. Czyli co do zasady przy sprzedaży NFT nie dochodzi do przeniesienia autorskich praw majątkowych do dzieła osadzonego w NFT – dochodzi do zmiany właściciela samego tokenu. Może się zdarzyć, że zakup NFT będzie obejmował również przekazanie tych praw, jednak nie jest to obowiązującym standardem. W takim wypadku potrzebne jest sporządzenie odpowiedniej umowy, poprzez którą autor przenosi autorskie prawa majątkowe na nabywcę tokenu.

Problemy z NFC i dziełami sztuki

Innym problemem jest tworzenie tokenów NFT z dzieł stworzonych przez innych artystów i podawanie się za ich autorów. Stanowi to jawne naruszenie praw autorskich. Kopiowane są nie tylko dzieła współczesnych artystów, którzy mogą ubiegać się o usunięcie tokenu powiązanego z ich dziełem, ale też historyczne dzieła sztuki będące częścią domeny publicznej. Jeden z użytkowników zwany ‘Global Art Museum’ stworzył kolekcję NFT opartą o dzieła sztuki z największych muzeów na świecie takich jak Rijksmuseum w Amsterdamie czy Brimingham Colections. Nasuwa się pytanie, czy tworzenie NFT ze znanych dzieł sztuki należących do muzeów jest naruszeniem prawa? Jeśli utwory weszły do domeny publicznej tj. minęło 70 lat od śmierci ich twórców to nie dochodzi do naruszenia praw. Jednak czy takie działanie jest etyczne i czy powinno być dalej akceptowane? Debata trwa dalej, ale póki co nie ma jeszcze wielu odpowiedzi.

Potencjał i przyszłość NFT

Mimo tych problemów trzeba przyznać, iż NFT ma duży potencjał, aby umożliwić obrót cyfrowymi przedmiotami i sztuką. Jednakże, aby w pełni go wykorzystać potrzebne mogą okazać się, w przyszłości, regulacje ustawowe. Póki co, wydaje się, że prawne nieścisłości nie zniechęcają osób inwestujących w NFT. Pod koniec 2020 r. cały rynek NFT był szacowany na ponad 250 milionów dolarów i ukazał wzrost o 299% w porównaniu z rokiem 2019. Bez wątpienia w niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się pierwszych spraw sądowych dotyczących naruszenia praw autorskich czy praw konsumenta w związku z NFT oraz wyroków rozstrzygających zupełnie nowe kwestie prawne. Do tego czasu pozostaje nam obserwowanie czy trend wzrostowy na rynku NFT się utrzyma i czy NFT wpłynie na postrzeganie praw własności intelektualnej w Internecie.

Autorka artykułu: Hanna Falkiewicz
Redakcja artykułu: Michał Czerwiński

prawo autorskie

Krótkie wyrażenia słowne mogą podlegać ochronie autorskiej

21 stycznia 2021

Jeden z najbardziej znanych polskich utworów – „Remedium”, wykonywany przez Marylę Rodowicz, powszechnie znany z pierwszych słów refrenu „wsiąść do pociągu byle jakiego” stał się powodem batalii sądowej.

Przewoźnik kolejowy PKP Intercity użył fragmentu słów tego utworu, bez zgody autorki – Magdy Czapińskiej. W swojej kampanii reklamowej posłużył się hasłem: „Wsiądź do pociągu byle jakiego albo…do mojego”[1].

Rozstrzygnięcie sprawy

Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpoznający sprawę w II instancji stwierdził, zmieniając wyrok Sądu I instancji, iż pozwana spółka dopuściła się naruszenia praw autorskich autorki tekstu – prawa do integralności utworu i prawa do nadzoru nad sposobem korzystania z utworu.

Tekst do Remedium stanowi utwór w rozumieniu prawa autorskiego, co nie budzi wątpliwości. Spór toczył się jednak wokół jednej frazy piosenki, co jest już kwestią bardziej problematyczną. Sąd rozważył kwestię, czy kilka słów, które zostały użyte przez PKP Intercity może stanowić przedmiot ochrony na gruncie prawa autorskiego.

Jak podkreślił Sąd Apelacyjny „same słowa, jako takie” nie są chronione prawem autorskim, natomiast w momencie kiedy stanowią one centralny punkt utworu, nadając całej piosence oryginalny, odmienny, nietuzinkowy charakter mogą podlegać ochronie.

Sąd wskazał w uzasadnieniu, iż użyta przez pozwaną spółkę zmodyfikowana na potrzeby kampanii reklamowej fraza stanowi „bezpośrednie i oczywiste dla każdego odbiorcy nawiązanie” do utworu „Remedium”. Zdaniem Sądu działanie miało wywołać u odbiorców „pozytywne skojarzenia i wspomnienia” związane z piosenką. W kampanii reklamowej wykorzystano przekształcony wycinek „Remedium”, który jest najpopularniejszym oraz najbardziej rozpoznawalny fragmentem utworu. Zdaniem Sądu nie może też być mowy o dopuszczalnej prawem autorskim inspiracji utworem.

Kolejno Sąd stwierdził, że PKP Intercity dokonało parafrazy fragmentu utworu Powódki i zmieniło jego sens – „W haśle reklamowym nie chodzi o byle jaki pociąg, a o pociąg obsługiwany przez pozwanego przedsiębiorcę. W ten sposób dokonana parafraza utworu powódki, polegająca na modyfikacji i rozwinięciu jego tekstu, zmieniła jego pierwotne znaczenie w kierunku zakładanym w kampanii reklamowej pozwanego.”. Zatem doszło do stworzenia utworu zależnego do utworu pierwotnego. Rozporządzenie nim – wykorzystanie jako hasła reklamowego – stanowiło naruszenie autorskich praw majątkowych i osobistych Powódki.

Warto również zaznaczyć, iż strona pozwana podawała w swej argumentacji, że ze względu na pokaźną rozpoznawalność wycinka refrenu, wszedł on do domeny publicznej, a co za tym idzie nie podlega ochronie prawnej (Czym jest domena publiczna?). Sąd nie podzielił stanowiska pozwanej spółki. Nie można uznać, że ze względu na dużą popularność fraza została oderwana od utworu i weszła do mowy potocznej.

Analogiczna sprawa

Z analogiczną sprawą mierzył się Trybunał Sprawiedliwości UE. W przytoczonym przez Sąd wyroku z dnia 16.07.2009 r. (C-5/08) TSUE stwierdził: „niektóre z oderwanych zdań czy też nawet niektóre części zdań zawartych w danym tekście są w stanie oddać oryginalność publikacji takiej jak artykuł prasowy, ukazując czytelnikowi element artykułu, który sam w sobie stanowi wyraz własnej twórczości intelektualnej jego autora. Takie zdania lub ich części mogą zatem być przedmiotem ochrony(…)”[2]

Wynika z tego, że posłużenie się nawet krótkim fragmentem tekstu może doprowadzić do naruszenia praw autorskich.


Autorem niniejszego wpisu jest Weronika Zagawa – praktykantka w RKKW; wpis przygotowano pod redakcją Michała Czerwińskiego – młodszy prawnik w RKKW i mec. Anety Pankowskiej – partner w RKKW.


[1] Tak brzmiało hasło reklamowe według doniesień: www.wyborcza.pl i www.legalnakultura.pl.

[2] Wyrok Trybunału Sprawiedliwości z dnia 16 lipca 2009 r. w sprawie o sygn. akt C-5/08.