Browsing Tag

tsue

ochrona danych osobowych

Zgoda na instalowanie plików cookies musi być wyraźna

15 listopada 2019
cookies

Zgoda na instalowanie ciasteczek (plików cookies) musi być wyrażona przez użytkownika w sposób wyraźny – stwierdził Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z dnia 1.10.2019 r. (C-673/17).

W omawianym wyroku Trybunał odniósł się do zasad uzyskiwania zgody użytkownika na instalowanie i udostępnianie mu tak zwanych ciasteczek. Osią rozważań objęte były przede wszystkim przepisy dyrektywy 2002/58/WE[1] oraz RODO[2].

Okoliczności sprawy

Sprawa dotyczyła zasad zbierania zgód na przetwarzanie danych osobowych w ramach organizowanej przez niemiecką spółkę – Planet49 loterii promocyjnej.  Użytkownik, chcący wziąć udział w loterii, był przekierowywany na stronę, na które winien był uzupełnić swoje dane w odpowiednich polach. Poniżej tych pól umieszczono teksty dwóch oświadczeń, w ramach których użytkownik udzielał zgody na przetwarzanie jego danych. Pierwsze z nich, które nie było domyślnie zaznaczone, dotyczyło udzielenia tzw. zgody marketingowej. Natomiast drugie oświadczenie, którego okienko zgody było domyślnie zaznaczone, dotyczyło instalowania na komputerze użytkownika plików cookies.

Tak zainstalowane pliki cookies zawierały numer przypisany do danych rejestracyjnych użytkownika chcącego wziąć udział w loterii. Umożliwiało to jego identyfikację. Informacje zbierane za pomocą ciasteczek umożliwiały analizowanie preferencji konkretnego użytkownika, a dzięki temu wyświetlanie spersonalizowanych reklam. Tym samym zbieranie informacji za pośrednictwem plików cookies jest przetwarzaniem danych osobowych.

Zgoda na instalowanie ciasteczek

W omawianym wyroku Trybunał uznał, że zgoda nie jest ważna, jeśli do zainstalowania plików cookies doszło przez akceptację domyślnie zaznaczonego okienka wyboru. TSUE wskazał, że zgoda, jeśli ma być uznana za ważną, musi być wyrażona w sposób konkretny. Oznacza to, że musi być ona udzielona  przez czynne zachowanie. Akceptacja domyślnie zaznaczonego oświadczenia nie spełnia tego wymogu.

Trybunał zaznaczył, że w przypadku domyślnie zaznaczonego okienka zgody, nie można wykluczyć, że użytkownik po prostu nie przeczytał informacji dotyczącej instalowania plików cookies lub też nie zwrócił na nią uwagi.

Czas przechowywania informacji

TSUE wskazał również, że w ramach klauzuli informacyjnej usługodawca jest zobowiązany poinformować użytkownika, że jego dane mogą być przechowywane w plikach cookies potencjalnie bardzo długo. Jak podkreślił Trybunał, w celu zapewnienia rzetelności i przejrzystości przetwarzania, konieczne jest przekazanie użytkownikowi informacji przez jaki okres dane będą przechowywane, ewentualnie kryteria wyznaczania tego okresu. W przypadku plików cookie będzie to wskazanie okresu ich funkcjonowania.

Przypisy:

[1] Dyrektywa 2002/58/WE parlamentu europejskiego i rady z dnia 12 lipca 2002 r. dotycząca przetwarzania danych osobowych i ochrony prywatności w sektorze łączności elektronicznej (dyrektywa o prywatności i łączności elektronicznej).

[2] Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (Tekst mający znaczenie dla EOG).

dobra osobiste

TSUE o obowiązku kontroli komentarzy przez Facebooka

23 października 2019
facebook

W wyroku z dnia 3.10.2019 r. (C-18/18) TSUE odniósł się do tego, że Facebook może być na podstawie wyroku sądowego zobowiązany do blokowania treści zniesławiających, naruszających dobra osobiste. Nie jest to oczywiście nowość i wyrok nie byłby kontrowersyjny, gdyby nie to, że TSUE uznał, iż sąd może nałożyć na Facebooka również obowiązek kontroli pojawiających się wpisów identycznych do uznanych przez sąd za bezprawne, a także równoznacznych z nimi. Co więcej, obowiązek taki miałby dotyczyć nie tylko kraju czy Unii Europejskiej, ale całego świata. Pod adresem wyroku pojawiły się więc zarzuty internautów, że wyrok oznacza koniec wolności słowa, gdyż umożliwia wprowadzenie cenzury prewencyjnej. Czy jednak te zarzuty są zasadne?

Gdy komentarze obrażają polityków…

Posłanka i przewodnicząca klubu parlamentarnego „Zielonych” w Austrii zwróciła się do Facebooka o usunięcie obraźliwego wobec niej komentarza, zamieszczonego pod artykułem jednego z czasopism informacyjnych. Artykuł opatrzony był wizerunkiem posłanki. Wobec braku reakcji portalu, posłanka zwróciła się do sądu z wnioskiem o wydanie postanowienia w przedmiocie środka tymczasowego (odpowiednika postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia w prawie polskim). Posłanka wniosła o nakazanie Facebookowi zaniechania publikowania i rozpowszechniania jej zdjęć, ponieważ towarzyszący im opis zawiera twierdzenia identyczne lub równoznaczne z ze zniesławiającym komentarzem. Sąd I instancji uwzględnił wniosek powódki.

Sąd drugiej instancji utrzymał środek tymczasowy częściowo – w zakresie komentarzy o identycznej treści. Co do treści równoznacznych uznał, że należy zaniechać ich rozpowszechniania jedynie wtedy, kiedy Facebook został o nich powiadomiony przez powódkę lub osoby trzecie.

Ostatecznie sprawa trafiła do austriackiego Sądu Najwyższego, który miał zdecydować, czy nakaz zaniechania naruszeń (tudzież usunięcia ich skutków) – taki, jak wydany w opisywanej sprawie przez Sądy I i II Instancji – można rozszerzyć na terytorium całego świata oraz na wypowiedzi identyczne lub równoważne ze zniesławiającym komentarzem. Sąd ten zwrócił się w tym przedmiocie do TSUE z wnioskiem o rozstrzygnięcie pytań prejudycjalnych, które wymagały interpretacji prawa unijnego.

Odpowiedzialność Facebooka jako hostingodawcy

TSUE rozpatrywał odpowiedzialność Facebooka jako dostawcy usług hostingowych (hostingodawcy), uregulowaną w tzw. dyrektywie o handlu elektronicznym[1] (dalej: „Dyrektywa”). Zgodnie z art. 14 ust. 1 Dyrektywy, hostingodawca (Facebook) co do zasady nie może być odpowiedzialny za informacje przechowywane na żądanie usługobiorcy (użytkowników), jeżeli (i) nie ma wiarygodnych wiadomości o bezprawnym charakterze informacji, a w odniesieniu do roszczeń odszkodowawczych, nie wie o stanie faktycznym lub okolicznościach, które w sposób oczywisty świadczą o tej bezprawności lub (ii) podejmie niezwłocznie działania w celu usunięcia lub uniemożliwienia dostępu do informacji, gdy uzyska takie wiadomości lub zostanie o nich powiadomiony. Przy czym nie ogranicza to państw członkowskich w ustanowieniu stosownych procedur w tym zakresie.

Oznacza to, że Facebook ma obowiązek usuwania zniesławiających komentarzy, o ile zostanie o nich powiadomiony przez użytkownika. W praktyce realizowane jest to przez opcję „zgłoś post” lub „zgłoś komentarz”.

Jednocześnie, jak wynika z art. 15 ust. 1 Dyrektywy, państwa członkowskie nie mogą nakładać na hostingodawcę ogólnego obowiązku nadzorowania informacji, które przechowuje ani ogólnego obowiązku aktywnego poszukiwania faktów i okoliczności wskazujących na bezprawną działalność. Państwa członkowskie nie mogą więc narzucić Facebookowi obowiązku wyszukiwania wszelkich bezprawnych treści i ich prewencyjnego blokowania/usuwania.

Interpretacja Dyrektywy przez TSUE

TSUE, opierając się o motywy Dyrektywy, wskazał, że zakaz nakładania ogólnego obowiązku nadzorowania informacji nie ma zastosowania w szczególnym przypadku, kiedy sąd/organ państwa członkowskiego już przeanalizował i ocenił daną informację jako zniesławiającą. Tym samym możliwe jest nakazanie przez sąd blokowania dostępu do przechowywanych przez hostingodawcę informacji o identycznej treści jak ta uznana za bezprawną przez sąd.

Ponadto, według TSUE, tak samo należy traktować informację równoznaczną, czyli taką, której treść jest niezmieniona w swej istocie. TSUE podkreślił przy tym, że fakt bezprawności równoznacznej informacji nie wynika z jej treści, ale z faktu, że taka sama informacja została wcześniej uznana za bezprawną w odniesieniu do konkretnej osoby. Różnice w kombinacji słów nie mogą przy tym nakładać na hostingodawcę obowiązku niezależnej oceny treści.

W związku z tym, że Dyrektywa nie przewiduje ograniczenia terytorialnego w stosowaniu środków ochrony, TSUE uznał, że nie ma przeszkód do blokowania informacji na całym świecie.

Dozwolona kontrola czy niedopuszczalna cenzura?

Ocena wyroku nie może być jednoznaczna. Z jednej strony, TSUE jedynie zinterpretował Dyrektywę, wydaje się, że w sposób prawidłowy. Każdy z wniosków wyroku wypływa z przepisów Dyrektywy i wpisuje się w jej motywy. Nie można powiedzieć, że wyrok wprowadza niedozwoloną cenzurę i jest sprzeczny z wolnością słowa. Wolność słowa nie jest absolutna i może podlegać ograniczeniom. Najczęściej ze względu na konieczność ochrony praw jednostki – dobrego imienia czy prawa do prywatności. Podkreślić trzeba, że każda treść, która miałaby być usunięta, podlega ocenie sądu, którzy bierze pod uwagę okoliczności konkretnej sprawy. Bezcelowe byłoby natomiast zwracanie się do sądu i przechodzenie długotrwałej procedury w celu doprowadzenia do usunięcia komentarza, który byłby niemal identyczny do tego, który sąd uznał za bezprawny.

Z drugiej strony, hostingodawca nie będzie mógł usuwać informacji w sposób dowolny, lecz ma być ona „identyczna lub równoznaczna” w treści z tą, której publikacji zakazał sąd. I tu trzeba zwrócić uwagę na inny aspekt sprawy i zastanowić się, po pierwsze, gdzie jest granica pomiędzy informacją równoznaczną, a inną informacją. TSUE bowiem nie dookreślił kryteriów takiego rozróżnienia. Po drugie, nie ma pewności, czy algorytmy, które służą wyszukiwaniu bezprawnych treści, będą w stanie we właściwy sposób wyselekcjonować taką równoznaczną informację. Biorąc pod uwagę te aspekty wydaje się, że w wyroku zabrakło praktycznego punktu widzenia. TSUE, mając na względzie wagę sprawy, w tym zakres terytorialny świadczenia usług przez Facebook i masowość korzystania z tego portalu, powinien bardziej szczegółowo się odnieść do zasad kwalifikowania informacji jako „równoważnej”. Zapewne nastąpi to przy kolejnej podobnej sprawie poddanej pod rozstrzygnięcie TSUE.

Przypisy:

[1] Dyrektywa 2000/31/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 8 czerwca 2000 r. w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, w szczególności handlu elektronicznego w ramach rynku wewnętrznego.

 

prawa autorskie

Handel używanymi e-bookami pod kontrolą twórców

15 października 2019
tom kabinet

Handel „używanymi” e-bookami jest uzależniony od zgody podmiotu praw majątkowych do utworu. Taki wniosek wyłania się z treści opinii Rzecznika Generalnego Macieja Szpunara z dnia 10.9.2019 r., wydanej w sprawie Tom-Kabinet (C-283/18).

Pomysł na biznes…

Tom Kabinet to holenderska e-księgarnia, oferująca swoim użytkownikom nabycie tzw. „używanych” e-booków. Jak miał działać taki biznes? Prosto. Tom Kabinet skupowała od swoich klientów przeczytane przez nich e-booki, nabyte uprzednio u oficjalnych dystrybutorów. Czytelnicy w zamian otrzymywali „kredyty” (ang. credits). Dla każdej książki przypisana była inna wartość kredytów. Następnie, między innymi za uzbierane kredyty, użytkownicy mogli kupować oferowane przez Tom Kabinet zdigitalizowane książki.

Jako, że e-booki oferowane przez Tom Kabinet były „używane”, ich cena była co do zasady niższa niż ta obowiązująca w oficjalnej dystrybucji. Konkurencyjność oferty podnosiła również możliwość nabycia zdigitalizowanych książek z wykorzystaniem odpowiedniej puli kredytów[1].

a kwestia praw autorskich.

Działalność Tom Kabinet spotkała się z zdecydowaną reakcją stowarzyszeń holenderskich wydawców: Nederlands Uitgeversverbond („NUV„) oraz Groep Algemene Uitgevers („GAU„). Oba stowarzyszenia w 2014 r. wystąpiły wspólnie do sądu niderlandzkiego z wnioskiem o „zastosowanie środków tymczasowych”. Sąd Rejonowy w Amsterdamie uznał, że naruszenie praw autorskich nie zostało jednak uprawdopodobnione. Sąd oddalił zatem żądania NUV i GAU.

Od powyższego orzeczenia NUV i GAU wniosły apelację. Gerechtshof te Amsterdam (holenderski Sąd Apelacyjny) przychylił się do orzeczenia Sądu Rejonowego w przedmiocie braku zasadności do zastosowania środków tymczasowych. Jednocześnie Sąd Apelacyjny zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej („TSUE„) z pytaniami prejudycjalnymi, które – w dużym uproszczeniu – dotyczyły rozstrzygnięcia:

czy umożliwienie pobierania online cyfrowych kopii utworów (tu: e-booków) za odpowiednim wynagrodzeniem (tu: cena ekonomicznie odpowiadająca papierowej kopii utworu) oraz dla celów nieograniczonego w czasie używania stanowi czynność „rozpowszechniania” w rozumieniu art. 4 ust. 1 dyrektywy 2001/29[2]?

Wyczerpanie prawa do używanych e-booków

Odpowiedź twierdząca na powyższe pytanie niosłaby za sobą istotne implikacje na gruncie instytucji tzw. „wyczerpania prawa”. Istotę rzeczonej instytucji w pełni oddaje treść art. 51 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawami pokrewnymi, zgodnie z którym:

Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.

Co to oznacza w praktyce? Podmiot praw majątkowych, który wprowadził egzemplarz do obrotu (np. książkę), nie może sprzeciwić się temu, aby nabywca (np. Jan Kowalski) sprzedał dokładnie ten egzemplarz innej osobie (np. Janowi Nowakowi). Jan Kowalski nie potrzebuje zatem zgody podmiotu praw majątkowych na to, aby zbyć egzemplarz książki na rzecz Jana Nowaka.

Opinia Rzecznika Generalnego – motywy i wnioski

Czy zatem sprzedaż e-booków online (rozumiana jako „udostępnianie kopii cyfrowej utworu do pobierania”) winna być utożsamiana z czynnością rozpowszechniania? Gdyby tak było, podmiot praw majątkowych straciłby jakąkolwiek kontrolę nad pobranym e-bookiem. Nabywca e-booka byłby uprawniony do odsprzedaży kopii zdigitalizowanego utworu bez zgody podmiotu uprawnionego.

Rzecznik Generalny nie zgodził się jednak z taką interpretacją. Umożliwienie pobierania kopii cyfrowej utworu (tu: e-book) ma w ocenie Rzecznika stanowić czynność „publicznego udostępnienia”, o której mowa w art. 3 dyrektywy 2001/29. Chodzi tu zatem o taką czynność, która:

zapewnia autorom wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów, drogą przewodową lub bezprzewodową, włączając podawanie do publicznej wiadomości ich utworów w taki sposób, że osoby postronne mają do nich dostęp w wybranym przez siebie miejscu i czasie.

Dlaczego? Zdaniem Rzecznika Generalnego:

  • wyczerpanie prawa do rozpowszechniania dotyczy wyłącznie kopii utworu zamieszczonej na nośnikach materialnych. Przykładem takiego relewantnego nośnika w sprawie Tom Kabinet byłaby papierowa książka (pkt 39 opinii);
  • istotą rozpowszechnienia jest przeniesienie własności egzemplarza utworu. Przedmiotem przeniesienia własności nie może być plik cyfrowy jako substrat niematerialny. Nie jest to towar, a informacja, która nie jest chroniona prawem własności (pkt 43 opinii);
  • pojęcie „publicznego udostępniania” należy rozumieć w ten sposób, że nie jest istotna „liczba osób, którym utwór jest udostępniany, ile okoliczność, że osoba, która dokonuje tego udostępnienia, kieruje swoją ofertę do osób nienależących do jej prywatnego kręgu” (pkt 42 opinii). Jest to o tyle ważne spostrzeżenie Rzecznika, że klasycznie ujmowane „publiczne udostępnianie” dotyczy sytuacji, w których dostęp do utworu uzyskuje co do zasady nieograniczona liczba osób (vide: streaming, TV, radio, itd.). Natomiast w przypadku dystrybucji e-booków online dochodzi do dostarczenia jednej osobie (nabywcy) jednej cyfrowej kopii utworu. Dostęp do cyfrowej kopii utworu ma zatem – z założenia – tylko jedna osoba;
  • wyczerpaniu prawa udostępnianych online do pobrania cyfrowych kopii utworu sprzeciwia się prawo do zwielokrotniania utworu. Pobranie e-booka implikuje jego zwielokrotnienie na komputerze (utworzenie kopii pliku na dysku twardym). To samo nastąpi w przypadku dalszej odsprzedaży e-booka. Każdy nowy czytelnik, pobierając plik, dokona nowego zwielokrotnienia utworu na swoim komputerze. Pierwsze zwielokrotnienie dokonywane przez nabywcę pierwotnego następuje za zgodą podmiotu prawa autorskiego. Zgoda nie obejmuje natomiast dalszego zwielokrotniania utworu przez nowych „nabywców” utworu (pkt 45-49 opinii).

Istota wyczerpania egzemplarza niematerialnego

Rzecznik przywołuje również wiele słusznościowych argumentów. Przede wszystkim – jak wskazuje Rzecznik – w przypadku sprzedaży materialnej kopii utworu (książki papierowej), każde zbycie tego egzemplarza wpływa ujemnie na jego wartość. Egzemplarz użytkowany przez każdego następnego nabywcę ulega „zużyciu”. Natomiast stan egzemplarza zdigitalizowanego e-booka, jako zdematerializowanej kopii cyfrowej utworu, nie pogarsza się wraz z jego używaniem.

Nie bez znaczenia jest również – zauważona przez Rzecznika – popularna praktyka „sprzedaży” e-booków w ramach miesięcznych subskrypcji (abonamentu). W tym przypadku nie dochodzi bowiem do zawarcia klasycznej umowy kupna-sprzedaży. Istota miesięcznych subskrypcji (abonament) sprowadza się bowiem do świadczenia usługi tzw. „czasowego dostępu” do utworów zdigitalizowanych w zamian za odpowiednią co-miesięczną opłatę abonencką. W oparciu o ten model działa między innymi Legimi.

Praktyka ta pozostaje nie bez wpływu na instytucję wyczerpania prawa, która w przypadku usług abonenckich przestaje mieć znaczenie. Uwaga Rzecznika Generalnego, choć poczyniona w sposób poboczny, zasługuje tu w pełni na szczególne uznanie (z uwagi na rosnącą popularność i znaczenie wśród społeczeństwa informacyjnego tego typu usług).

Wyczerpania prawa do e-booków a wyrok w sprawie UsedSoft

Rzecznik Generalny zaznacza, że do cyfrowych kopii utworów, takich jak e-booki, zastosowania nie znajdzie wyrok w sprawie UsedSoft (C‑128/11). W przytoczonym orzeczeniu TSUE uznało, że „wyczerpaniu prawa” może podlegać – pod pewnymi warunkami – sprzedaż używanych licencji do oprogramowania pobranego uprzednio online z serwera producenta. Nabywca takiego oprogramowania,  jeżeli korzysta z niego na mocy licencji zawartej na czas nieokreślony (w zamian za wynagrodzenie, które ekonomicznie odpowiada cenie sprzedaży), może dokonywać jego odsprzedaży niejako wraz z licencją na rzecz podmiotów trzecich. Na dokonanie tej czynności nie potrzebuje zaś zgody podmiotu praw majątkowych.

Jak słusznie zauważył Rzecznik, orzeczenie UsedSoft odnosi się do specyficznej kategorii utworów – programów komputerowych. Z uwagi na tę specyfikę uznano, że dostarczenie materialnego nośnika kopii utworu (np. na płycie CD) jest równoznaczne z jego dostarczeniem poprzez pobranie. Program komputerowy zawsze bowiem wymaga dokonania czynności pobrania na komputer. Czy to z nośnika CD, czy to z linku. W przypadku zaś książek, dostarczenie kopii utworu na materialnym nośniku (w formie papierowej) nie wymaga pobrania jej na komputer. Zatem pomiędzy dostarczeniem kopii utworu na nośniku materialnym a dostarczeniem cyfrowej kopii poprzez pobranie nie zachodzi powyższa zależność, o której była mowa w UsedSoft (pkt 58 opinii).

Komentarz 

Kwestia wyczerpania praw do utworów zdigitalizowanych jest niezwykle ciekawa i – ostatnimi czasy – niezwykle emocjonująca. Warto tu chociażby wspomnieć o ostatnim wyroku francuskiego sądu w sprawie „wyczerpania praw” do gier komputerowych dystrybuowanych przez platformę Steam. Sąd francuski uznał, że w przypadku gier, wraz z ich pobraniem, dochodzi do wyczerpania praw (zgodnie z wyrokiem UsedSoft)[3]. Warto zatem oczekiwać na ostateczne rozstrzygnięcie TSUE (choć nie wydaje się, by było one odmienne od argumentacji przyjętej przez Rzecznika).

Niniejszy artykuł stanowi rozszerzenie mojej wcześniejszej publikacji, udostępnionej na Linkedin (dostęp: „Odsprzedaż online „używanych”​ e-booków a wyczerpanie prawa do egzemplarza utworu – opinia Rzecznika Generalnego w sprawie Tom Kabinet (C-263/18)„).

Przypisy:

[1] Oferta Tom Kabinet jest wciąż dostępna na stronie internetowej księgarni (dostęp: https://www.tomkabinet.nl/en/).

[2] Dyrektywa 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22.5.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym (dyrektywa 2001/29 lub tzw. dyrektywa InfoSoc).

[3] Z. Okoń, Wyrok francuskiego sądu w sprawie odsprzedaży „używanych” gier ze Steam, Linkedin (https://www.linkedin.com/pulse/wyrok-francuskiego-s%C4%85du-w-sprawie-odsprzeda%C5%BCy-u%C5%BCywanych-zbigniew-oko%C5%84/).

prawo konkurencji

Ne bis in idem w prawie konkurencji

25 lipca 2019
ne bis in idem

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej („TSUE”) wyrokiem z dnia 03.04.2019 r. w sprawie C-617/17 wypowiedział się na temat zasady ne bis in idem (nie dwa razy w tej samej sprawie) w prawie ochrony konkurencji.

Dwie grzywny Prezesa UOKiK

Decyzją z dnia 25.10.2007 r. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów  („Prezes UOKiK”) stwierdził, że jeden z polskich ubezpieczycieli nadużywał pozycji dominującej na polskim rynku ubezpieczeń pracowniczych na życie i tym samym naruszył art. 8 ustawy z dnia 15.12.2000 r. o ochronie konkurencji i konsumentów. Prezes UOKiK uznał także, że praktyka ubezpieczyciela mogła negatywnie wpływać na możliwość wejścia na polski rynek zagranicznych ubezpieczycieli. Wobec tego mogła ona wywierać negatywny wpływ na handel między państwami członkowskimi. Tym samym stwierdzono również naruszenie art. 82 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską (obecnie art. 102 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej).

Za powyższe naruszenia Prezes UOKiK nałożył grzywnę obejmująca (i) grzywnę za naruszenie przepisów krajowego prawa konkurencji, oraz (ii) grzywnę z tytułu naruszenia prawa europejskiego (art. 82 WE).

Sąd Okręgowy w Warszawie-Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyrokiem z dnia 02.03.2014 r. oddalił wniesione odwołanie od w/w decyzji, co zostało utrzymane w mocy wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 17.09.2015 r.

Od powyższego ukarany podmiot wniósł skargę kasacyjną, powołując się na naruszenie zasady ne bis in idem, którą gwarantuje art. 50 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej ogłoszonej w dniu 07.12.2000 r. w Nicei oraz art. 4 protokołu nr 7 do europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności podpisanej w Rzymie w dniu 04.11.1950 r. Zdaniem skarżącego, został on dwukrotnie ukarany za te samo naruszenie – po pierwsze bezpośrednio na podstawie art. 82 WE w związku z art. 5 rozporządzenia Rady (WE) nr 1/2003 z dnia 16.12.2002 r. w sprawie wprowadzenia w życie przepisów o konkurencji ustanowionych w art. 81 i 82 traktatu („Rozporządzenie 1/2003”), a po raz drugi na podstawie przepisów prawa krajowego.

Pytanie prejudycjalne

Na tle przedstawionego stanu faktycznego Sąd  Najwyższy zwrócił się do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi  zmierzającymi do ustalenia, czy zasada ne bis in idem powinna być interpretowana w ten sposób, że krajowy organ ochrony konkurencji nie może nałożyć na przedsiębiorstwo, w ramach tej samej decyzji, dwie grzywny – jedną za naruszenie krajowego prawa konkurencji, a drugą za naruszenie art. 82 WE?

Zasada ne bis in idem w prawie konkurencji

W wyroku TSUE podkreślił, że unijne i krajowe prawo konkurencji jest stosowane równolegle, wobec czego przepisy konkurencji na szczeblu krajowym i europejskim dotyczą różnych aspektów i praktyk ograniczających konkurencję. Zatem nie pokrywają się zakresy ich zastosowania. W tym aspekcie Trybunał powołał wyrok z dnia 14.02.2012 r., Toshiba Corporation i in., C-17/10, EU:C:2012:72, pkt 81 i przytoczone tam orzecznictwo.

Jak wskazało TSUE, powyższe oznacza, że w sytuacji gdy: (i) Komisja nie wszczęła postępowania w sprawie, a (ii) krajowy organ ochrony konkurencji stosuje przepisy prawa krajowego w ramach postępowania, które jednocześnie może mieć wpływ na handel między państwami członkowskimi, to organ ten ma obowiązek równoległego stosowania również art. 82 WE. Taki obowiązek nakłada na organ bezpośrednio art. 3 ust. 1 zdanie drugie Rozporządzenia nr 1/2003, stanowiący iż „W przypadkach, gdy organy ochrony konkurencji Państw Członkowskich lub krajowe sądy stosują krajowe prawo konkurencji do praktyk zakazanych art. 82 Traktatu, stosują również art. 82 Traktatu”.

Uprawnienie do nałożenia przez krajowy organ konkurencji grzywny, okresowych kar pieniężnych lub innych kar przewidzianych w krajowych przepisach prawa, zostało wskazane w art. 5 Rozporządzenia nr 1/2003.

Trybunał podkreślił, że zasada ne bis in idem na gruncie prawa konkurencji zabrania ponownego karania lub ścigania przedsiębiorstwa z tytułu antykonkurencyjnego zachowania, za które zostało ono ukarane we wcześniejszym, niepodlegającym już zaskarżeniu rozstrzygnięciu lub też w odniesieniu do którego w rozstrzygnięciu tym uznano, że nie ponosi ono za nie odpowiedzialności.

Tym samym uznano, że zasada ne bis in idem nie znajduje zastosowania w sytuacji, w której krajowy organ ochrony konkurencji stosuje równolegle prawo krajowe i unijne, i na tej podstawie wymierza jedną grzywnę za naruszenie przepisów krajowych, a drugą za naruszenie przepisów unijnych. Trybunał podkreślił jednak, że nakładane grzywny, rozpatrywane łącznie, muszą być proporcjonalne do charakteru naruszenia. Pozostawiono tym samym Sądowi Najwyższemu, prowadzącemu postępowanie, rozstrzygnięcie, czy nałożona przez Prezesa UOKiK kara była proporcjonalna w stosunku do naruszenia.

znaki towarowe

Przestrzenny znak KitKat a wtórna zdolność odróżniająca

17 czerwca 2019

Wtórna zdolność odróżniająca polega na tym, że znak nabywa charakter odróżniający jeszcze przed zgłoszeniem go do rejestracji jako znak towarowy. Jeśli taki charakter zostanie wykazany w postępowaniu zgłoszeniowym przed urzędem (Urzędem Patentowym RP lub Urzędem Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej), przeszkody w rejestracji nie może stanowić fakt, że taki znak jest oznaczeniem prostym (nieposiadającym samoistnego charakteru odróżniającego), opisowym, składającym się z wyrażeń języka potocznego lub elementów zwyczajowo używanych w uczciwych i utrwalonych praktykach handlowych (art. 7 ust. 3 rozporządzenia 2017/1001).

Wtórną zdolność odróżniającą nabywają te oznaczenia, których towary lub usługi są kojarzone przez konsumentów z konkretnym przedsiębiorcą. Wysoka rozpoznawalność oznaczenia powstaje zazwyczaj dzięki skutecznym działaniom marketingowym oraz dobrze zorganizowanym sieciom dystrybucji towarów i usług sygnowanych oznaczeniem.

Gdy już znajomość oznaczenia wśród konsumentów jest powszechna, wymogi dla jego rejestracji są złagodzone. Dla przedsiębiorców, którzy swoją działalność oparli na znaku prostym, opisowym, zawierającym wyrażenia potoczne lub elementy zwyczajowo używane w uczciwych i utrwalonych praktykach rynkowych, wykazanie wtórnej zdolności odróżniającej może się okazać jedyną drogą do przeprowadzenia skutecznej rejestracji.

Pozostaje kwestia tego jak wykazać wtórną zdolność odróżniającą oznaczenia. Jako że ani przepisy polskie, ani europejskie nie wymieniają, jakiego rodzaju dowody powinien przestawić zgłaszający, odpowiedzi trzeba szukać w orzecznictwie. I tak przywołać należy, między innymi, zeszłoroczny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Orzeczenie to zostało wydane w sprawie przestrzennego znaku towarowego Unii Europejskiej KitKat[1].

Kitkat

EUTM-002632529

Cadbury Schweppes plc (obecnie Mondelez UK Holdings & Services Ltd.; dalej: „Mondelez”) wniosła do EUIPO o unieważnienie rejestracji przestrzennego znaku KitKat. Mondelez wskazywała, że znak KitKat ten nie ma charakteru odróżniającego. Izba Odwoławcza EUIPO oddaliła jednak ten wniosek. Urząd stwierdził, że, pomimo braku samoistnego charakteru odróżniającego, należący do Société des produits Nestlé SA (dalej: „Nestle”) znak towarowy KitKat, uzyskał wtórną zdolność odróżniającą w następstwie używania go w Unii. Decyzja o jego zarejestrowaniu była zatem prawidłowa.

Od decyzji EUIPO, Mondelez wniosła skargę do Sądu I Instancji. W wyniku niej, Sąd I Instancji przychylił się do stanowiska Mondelez. Zdaniem składu rozstrzygającego EUIPO błędnie przyjęło, że uzyskanie wtórnej zdolności odróżniającej na terenie całej Unii zostało przez Nestle wykazane, w sytuacji, w której zostało wykazane tylko dla części państw.

Sprawa ostatecznie trafiła do TSUE, który w wyroku stwierdził, że:

w przypadku znaku towarowego, który nie posiada samoistnego charakteru odróżniającego w całej Unii, uzyskanie charakteru odróżniającego w następstwie używania tego znaku należy wykazać na całym jej terytorium, a nie jedynie w znacznej lub większej części terytorium Unii.

Zdaniem TSUE nie jest wystarczające, by uprawniony do oznaczenia nieposiadającego samoistnego charakteru odróżniającego (takiego jak znak KitKat) ograniczył się do przedstawienia dowodu uzyskania zdolności odróżniającej tylko dla niektórych czy nawet większości państw członkowskich UE. Nestle dostarczyła dowody na posiadanie charakteru odróżniającego dla 10 z 15 państw (w momencie zgłoszenia znaku Kit Kat, tj. w 2002 r., Unia Europejska liczyła 15 członków). TSUE uznało działania Nestle za niewystarczające dla stwierdzenia wtórnej zdolności odróżniającej dla znaku KitKat.

Na marginesie należy podkreślić, że analogicznie dla krajowej rejestracji znaku towarowego, nabycie wtórnej zdolności odróżniającej musi być wykazane dla całego terytorium państwa[2].

Podsumowując –  wykazanie wtórnej zdolności odróżniającej nie jest łatwe. Nawet dla  znanego wszystkim kształtu batonika KitKat okazało się to zadaniem zbyt trudnym. Z pomocą powinno przyjść orzecznictwo określające wymogi dla nabycia przez oznaczenie wtórnej zdolności odróżniającej. Jednak ani powołany w niniejszym artykule wyrok, ani inne orzeczenia nie regulują tych kwestii wystarczająco szczegółowo. Przedsiębiorcom pozostaje próbować i sprawdzać system na własnej skórze, a prawnikom czekać na dalsze, pełniejsze rozstrzygnięcia…

[1] Wyrok TSUE z dnia z dnia 25 lipca 2018 r. w połączonych sprawach C-84/17 P, C-85/17 P, C-95/17 P.

[2] Instytucję wtórnej zdolności odróżniającej w polskim PWP, reguluje art. 130, zgodnie z którym: „Przy ocenie, czy oznaczenie ma dostateczne znamiona odróżniające, należy uwzględnić wszystkie okoliczności związane z oznaczaniem nim towarów w obrocie. Odmowa udzielenia prawa ochronnego na podstawie przepisu art. 129 ust. 1 pkt 2 nie może nastąpić w szczególności, jeżeli przed datą zgłoszenia znaku towarowego w Urzędzie Patentowym znak ten nabrał, w następstwie jego używania, charakteru odróżniającego w przeciętnych warunkach obrotu”.