Browsing Tag

tsue

prawa autorskie

Handel używanymi e-bookami pod kontrolą twórców

15 października 2019
tom kabinet

Handel „używanymi” e-bookami jest uzależniony od zgody podmiotu praw majątkowych do utworu. Taki wniosek wyłania się z treści opinii Rzecznika Generalnego Macieja Szpunara z dnia 10.9.2019 r., wydanej w sprawie Tom-Kabinet (C-283/18).

Pomysł na biznes…

Tom Kabinet to holenderska e-księgarnia, oferująca swoim użytkownikom nabycie tzw. „używanych” e-booków. Jak miał działać taki biznes? Prosto. Tom Kabinet skupowała od swoich klientów przeczytane przez nich e-booki, nabyte uprzednio u oficjalnych dystrybutorów. Czytelnicy w zamian otrzymywali „kredyty” (ang. credits). Dla każdej książki przypisana była inna wartość kredytów. Następnie, między innymi za uzbierane kredyty, użytkownicy mogli kupować oferowane przez Tom Kabinet zdigitalizowane książki.

Jako, że e-booki oferowane przez Tom Kabinet były „używane”, ich cena była co do zasady niższa niż ta obowiązująca w oficjalnej dystrybucji. Konkurencyjność oferty podnosiła również możliwość nabycia zdigitalizowanych książek z wykorzystaniem odpowiedniej puli kredytów[1].

a kwestia praw autorskich.

Działalność Tom Kabinet spotkała się z zdecydowaną reakcją stowarzyszeń holenderskich wydawców: Nederlands Uitgeversverbond („NUV„) oraz Groep Algemene Uitgevers („GAU„). Oba stowarzyszenia w 2014 r. wystąpiły wspólnie do sądu niderlandzkiego z wnioskiem o „zastosowanie środków tymczasowych”. Sąd Rejonowy w Amsterdamie uznał, że naruszenie praw autorskich nie zostało jednak uprawdopodobnione. Sąd oddalił zatem żądania NUV i GAU.

Od powyższego orzeczenia NUV i GAU wniosły apelację. Gerechtshof te Amsterdam (holenderski Sąd Apelacyjny) przychylił się do orzeczenia Sądu Rejonowego w przedmiocie braku zasadności do zastosowania środków tymczasowych. Jednocześnie Sąd Apelacyjny zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej („TSUE„) z pytaniami prejudycjalnymi, które – w dużym uproszczeniu – dotyczyły rozstrzygnięcia:

czy umożliwienie pobierania online cyfrowych kopii utworów (tu: e-booków) za odpowiednim wynagrodzeniem (tu: cena ekonomicznie odpowiadająca papierowej kopii utworu) oraz dla celów nieograniczonego w czasie używania stanowi czynność „rozpowszechniania” w rozumieniu art. 4 ust. 1 dyrektywy 2001/29[2]?

Wyczerpanie prawa do używanych e-booków

Odpowiedź twierdząca na powyższe pytanie niosłaby za sobą istotne implikacje na gruncie instytucji tzw. „wyczerpania prawa”. Istotę rzeczonej instytucji w pełni oddaje treść art. 51 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawami pokrewnymi, zgodnie z którym:

Wprowadzenie do obrotu oryginału albo egzemplarza utworu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, z wyjątkiem jego najmu lub użyczenia.

Co to oznacza w praktyce? Podmiot praw majątkowych, który wprowadził egzemplarz do obrotu (np. książkę), nie może sprzeciwić się temu, aby nabywca (np. Jan Kowalski) sprzedał dokładnie ten egzemplarz innej osobie (np. Janowi Nowakowi). Jan Kowalski nie potrzebuje zatem zgody podmiotu praw majątkowych na to, aby zbyć egzemplarz książki na rzecz Jana Nowaka.

Opinia Rzecznika Generalnego – motywy i wnioski

Czy zatem sprzedaż e-booków online (rozumiana jako „udostępnianie kopii cyfrowej utworu do pobierania”) winna być utożsamiana z czynnością rozpowszechniania? Gdyby tak było, podmiot praw majątkowych straciłby jakąkolwiek kontrolę nad pobranym e-bookiem. Nabywca e-booka byłby uprawniony do odsprzedaży kopii zdigitalizowanego utworu bez zgody podmiotu uprawnionego.

Rzecznik Generalny nie zgodził się jednak z taką interpretacją. Umożliwienie pobierania kopii cyfrowej utworu (tu: e-book) ma w ocenie Rzecznika stanowić czynność „publicznego udostępnienia”, o której mowa w art. 3 dyrektywy 2001/29. Chodzi tu zatem o taką czynność, która:

zapewnia autorom wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów, drogą przewodową lub bezprzewodową, włączając podawanie do publicznej wiadomości ich utworów w taki sposób, że osoby postronne mają do nich dostęp w wybranym przez siebie miejscu i czasie.

Dlaczego? Zdaniem Rzecznika Generalnego:

  • wyczerpanie prawa do rozpowszechniania dotyczy wyłącznie kopii utworu zamieszczonej na nośnikach materialnych. Przykładem takiego relewantnego nośnika w sprawie Tom Kabinet byłaby papierowa książka (pkt 39 opinii);
  • istotą rozpowszechnienia jest przeniesienie własności egzemplarza utworu. Przedmiotem przeniesienia własności nie może być plik cyfrowy jako substrat niematerialny. Nie jest to towar, a informacja, która nie jest chroniona prawem własności (pkt 43 opinii);
  • pojęcie „publicznego udostępniania” należy rozumieć w ten sposób, że nie jest istotna „liczba osób, którym utwór jest udostępniany, ile okoliczność, że osoba, która dokonuje tego udostępnienia, kieruje swoją ofertę do osób nienależących do jej prywatnego kręgu” (pkt 42 opinii). Jest to o tyle ważne spostrzeżenie Rzecznika, że klasycznie ujmowane „publiczne udostępnianie” dotyczy sytuacji, w których dostęp do utworu uzyskuje co do zasady nieograniczona liczba osób (vide: streaming, TV, radio, itd.). Natomiast w przypadku dystrybucji e-booków online dochodzi do dostarczenia jednej osobie (nabywcy) jednej cyfrowej kopii utworu. Dostęp do cyfrowej kopii utworu ma zatem – z założenia – tylko jedna osoba;
  • wyczerpaniu prawa udostępnianych online do pobrania cyfrowych kopii utworu sprzeciwia się prawo do zwielokrotniania utworu. Pobranie e-booka implikuje jego zwielokrotnienie na komputerze (utworzenie kopii pliku na dysku twardym). To samo nastąpi w przypadku dalszej odsprzedaży e-booka. Każdy nowy czytelnik, pobierając plik, dokona nowego zwielokrotnienia utworu na swoim komputerze. Pierwsze zwielokrotnienie dokonywane przez nabywcę pierwotnego następuje za zgodą podmiotu prawa autorskiego. Zgoda nie obejmuje natomiast dalszego zwielokrotniania utworu przez nowych „nabywców” utworu (pkt 45-49 opinii).

Istota wyczerpania egzemplarza niematerialnego

Rzecznik przywołuje również wiele słusznościowych argumentów. Przede wszystkim – jak wskazuje Rzecznik – w przypadku sprzedaży materialnej kopii utworu (książki papierowej), każde zbycie tego egzemplarza wpływa ujemnie na jego wartość. Egzemplarz użytkowany przez każdego następnego nabywcę ulega „zużyciu”. Natomiast stan egzemplarza zdigitalizowanego e-booka, jako zdematerializowanej kopii cyfrowej utworu, nie pogarsza się wraz z jego używaniem.

Nie bez znaczenia jest również – zauważona przez Rzecznika – popularna praktyka „sprzedaży” e-booków w ramach miesięcznych subskrypcji (abonamentu). W tym przypadku nie dochodzi bowiem do zawarcia klasycznej umowy kupna-sprzedaży. Istota miesięcznych subskrypcji (abonament) sprowadza się bowiem do świadczenia usługi tzw. „czasowego dostępu” do utworów zdigitalizowanych w zamian za odpowiednią co-miesięczną opłatę abonencką. W oparciu o ten model działa między innymi Legimi.

Praktyka ta pozostaje nie bez wpływu na instytucję wyczerpania prawa, która w przypadku usług abonenckich przestaje mieć znaczenie. Uwaga Rzecznika Generalnego, choć poczyniona w sposób poboczny, zasługuje tu w pełni na szczególne uznanie (z uwagi na rosnącą popularność i znaczenie wśród społeczeństwa informacyjnego tego typu usług).

Wyczerpania prawa do e-booków a wyrok w sprawie UsedSoft

Rzecznik Generalny zaznacza, że do cyfrowych kopii utworów, takich jak e-booki, zastosowania nie znajdzie wyrok w sprawie UsedSoft (C‑128/11). W przytoczonym orzeczeniu TSUE uznało, że „wyczerpaniu prawa” może podlegać – pod pewnymi warunkami – sprzedaż używanych licencji do oprogramowania pobranego uprzednio online z serwera producenta. Nabywca takiego oprogramowania,  jeżeli korzysta z niego na mocy licencji zawartej na czas nieokreślony (w zamian za wynagrodzenie, które ekonomicznie odpowiada cenie sprzedaży), może dokonywać jego odsprzedaży niejako wraz z licencją na rzecz podmiotów trzecich. Na dokonanie tej czynności nie potrzebuje zaś zgody podmiotu praw majątkowych.

Jak słusznie zauważył Rzecznik, orzeczenie UsedSoft odnosi się do specyficznej kategorii utworów – programów komputerowych. Z uwagi na tę specyfikę uznano, że dostarczenie materialnego nośnika kopii utworu (np. na płycie CD) jest równoznaczne z jego dostarczeniem poprzez pobranie. Program komputerowy zawsze bowiem wymaga dokonania czynności pobrania na komputer. Czy to z nośnika CD, czy to z linku. W przypadku zaś książek, dostarczenie kopii utworu na materialnym nośniku (w formie papierowej) nie wymaga pobrania jej na komputer. Zatem pomiędzy dostarczeniem kopii utworu na nośniku materialnym a dostarczeniem cyfrowej kopii poprzez pobranie nie zachodzi powyższa zależność, o której była mowa w UsedSoft (pkt 58 opinii).

Komentarz 

Kwestia wyczerpania praw do utworów zdigitalizowanych jest niezwykle ciekawa i – ostatnimi czasy – niezwykle emocjonująca. Warto tu chociażby wspomnieć o ostatnim wyroku francuskiego sądu w sprawie „wyczerpania praw” do gier komputerowych dystrybuowanych przez platformę Steam. Sąd francuski uznał, że w przypadku gier, wraz z ich pobraniem, dochodzi do wyczerpania praw (zgodnie z wyrokiem UsedSoft)[3]. Warto zatem oczekiwać na ostateczne rozstrzygnięcie TSUE (choć nie wydaje się, by było one odmienne od argumentacji przyjętej przez Rzecznika).

Niniejszy artykuł stanowi rozszerzenie mojej wcześniejszej publikacji, udostępnionej na Linkedin (dostęp: „Odsprzedaż online „używanych”​ e-booków a wyczerpanie prawa do egzemplarza utworu – opinia Rzecznika Generalnego w sprawie Tom Kabinet (C-263/18)„).

Przypisy:

[1] Oferta Tom Kabinet jest wciąż dostępna na stronie internetowej księgarni (dostęp: https://www.tomkabinet.nl/en/).

[2] Dyrektywa 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22.5.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym (dyrektywa 2001/29 lub tzw. dyrektywa InfoSoc).

[3] Z. Okoń, Wyrok francuskiego sądu w sprawie odsprzedaży „używanych” gier ze Steam, Linkedin (https://www.linkedin.com/pulse/wyrok-francuskiego-s%C4%85du-w-sprawie-odsprzeda%C5%BCy-u%C5%BCywanych-zbigniew-oko%C5%84/).

prawo konkurencji

Ne bis in idem w prawie konkurencji

25 lipca 2019
ne bis in idem

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej („TSUE”) wyrokiem z dnia 03.04.2019 r. w sprawie C-617/17 wypowiedział się na temat zasady ne bis in idem (nie dwa razy w tej samej sprawie) w prawie ochrony konkurencji.

Dwie grzywny Prezesa UOKiK

Decyzją z dnia 25.10.2007 r. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów  („Prezes UOKiK”) stwierdził, że jeden z polskich ubezpieczycieli nadużywał pozycji dominującej na polskim rynku ubezpieczeń pracowniczych na życie i tym samym naruszył art. 8 ustawy z dnia 15.12.2000 r. o ochronie konkurencji i konsumentów. Prezes UOKiK uznał także, że praktyka ubezpieczyciela mogła negatywnie wpływać na możliwość wejścia na polski rynek zagranicznych ubezpieczycieli. Wobec tego mogła ona wywierać negatywny wpływ na handel między państwami członkowskimi. Tym samym stwierdzono również naruszenie art. 82 Traktatu Ustanawiającego Wspólnotę Europejską (obecnie art. 102 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej).

Za powyższe naruszenia Prezes UOKiK nałożył grzywnę obejmująca (i) grzywnę za naruszenie przepisów krajowego prawa konkurencji, oraz (ii) grzywnę z tytułu naruszenia prawa europejskiego (art. 82 WE).

Sąd Okręgowy w Warszawie-Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyrokiem z dnia 02.03.2014 r. oddalił wniesione odwołanie od w/w decyzji, co zostało utrzymane w mocy wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 17.09.2015 r.

Od powyższego ukarany podmiot wniósł skargę kasacyjną, powołując się na naruszenie zasady ne bis in idem, którą gwarantuje art. 50 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej ogłoszonej w dniu 07.12.2000 r. w Nicei oraz art. 4 protokołu nr 7 do europejskiej Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności podpisanej w Rzymie w dniu 04.11.1950 r. Zdaniem skarżącego, został on dwukrotnie ukarany za te samo naruszenie – po pierwsze bezpośrednio na podstawie art. 82 WE w związku z art. 5 rozporządzenia Rady (WE) nr 1/2003 z dnia 16.12.2002 r. w sprawie wprowadzenia w życie przepisów o konkurencji ustanowionych w art. 81 i 82 traktatu („Rozporządzenie 1/2003”), a po raz drugi na podstawie przepisów prawa krajowego.

Pytanie prejudycjalne

Na tle przedstawionego stanu faktycznego Sąd  Najwyższy zwrócił się do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi  zmierzającymi do ustalenia, czy zasada ne bis in idem powinna być interpretowana w ten sposób, że krajowy organ ochrony konkurencji nie może nałożyć na przedsiębiorstwo, w ramach tej samej decyzji, dwie grzywny – jedną za naruszenie krajowego prawa konkurencji, a drugą za naruszenie art. 82 WE?

Zasada ne bis in idem w prawie konkurencji

W wyroku TSUE podkreślił, że unijne i krajowe prawo konkurencji jest stosowane równolegle, wobec czego przepisy konkurencji na szczeblu krajowym i europejskim dotyczą różnych aspektów i praktyk ograniczających konkurencję. Zatem nie pokrywają się zakresy ich zastosowania. W tym aspekcie Trybunał powołał wyrok z dnia 14.02.2012 r., Toshiba Corporation i in., C-17/10, EU:C:2012:72, pkt 81 i przytoczone tam orzecznictwo.

Jak wskazało TSUE, powyższe oznacza, że w sytuacji gdy: (i) Komisja nie wszczęła postępowania w sprawie, a (ii) krajowy organ ochrony konkurencji stosuje przepisy prawa krajowego w ramach postępowania, które jednocześnie może mieć wpływ na handel między państwami członkowskimi, to organ ten ma obowiązek równoległego stosowania również art. 82 WE. Taki obowiązek nakłada na organ bezpośrednio art. 3 ust. 1 zdanie drugie Rozporządzenia nr 1/2003, stanowiący iż „W przypadkach, gdy organy ochrony konkurencji Państw Członkowskich lub krajowe sądy stosują krajowe prawo konkurencji do praktyk zakazanych art. 82 Traktatu, stosują również art. 82 Traktatu”.

Uprawnienie do nałożenia przez krajowy organ konkurencji grzywny, okresowych kar pieniężnych lub innych kar przewidzianych w krajowych przepisach prawa, zostało wskazane w art. 5 Rozporządzenia nr 1/2003.

Trybunał podkreślił, że zasada ne bis in idem na gruncie prawa konkurencji zabrania ponownego karania lub ścigania przedsiębiorstwa z tytułu antykonkurencyjnego zachowania, za które zostało ono ukarane we wcześniejszym, niepodlegającym już zaskarżeniu rozstrzygnięciu lub też w odniesieniu do którego w rozstrzygnięciu tym uznano, że nie ponosi ono za nie odpowiedzialności.

Tym samym uznano, że zasada ne bis in idem nie znajduje zastosowania w sytuacji, w której krajowy organ ochrony konkurencji stosuje równolegle prawo krajowe i unijne, i na tej podstawie wymierza jedną grzywnę za naruszenie przepisów krajowych, a drugą za naruszenie przepisów unijnych. Trybunał podkreślił jednak, że nakładane grzywny, rozpatrywane łącznie, muszą być proporcjonalne do charakteru naruszenia. Pozostawiono tym samym Sądowi Najwyższemu, prowadzącemu postępowanie, rozstrzygnięcie, czy nałożona przez Prezesa UOKiK kara była proporcjonalna w stosunku do naruszenia.

znaki towarowe

Przestrzenny znak KitKat a wtórna zdolność odróżniająca

17 czerwca 2019

Wtórna zdolność odróżniająca polega na tym, że znak nabywa charakter odróżniający jeszcze przed zgłoszeniem go do rejestracji jako znak towarowy. Jeśli taki charakter zostanie wykazany w postępowaniu zgłoszeniowym przed urzędem (Urzędem Patentowym RP lub Urzędem Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej), przeszkody w rejestracji nie może stanowić fakt, że taki znak jest oznaczeniem prostym (nieposiadającym samoistnego charakteru odróżniającego), opisowym, składającym się z wyrażeń języka potocznego lub elementów zwyczajowo używanych w uczciwych i utrwalonych praktykach handlowych (art. 7 ust. 3 rozporządzenia 2017/1001).

Wtórną zdolność odróżniającą nabywają te oznaczenia, których towary lub usługi są kojarzone przez konsumentów z konkretnym przedsiębiorcą. Wysoka rozpoznawalność oznaczenia powstaje zazwyczaj dzięki skutecznym działaniom marketingowym oraz dobrze zorganizowanym sieciom dystrybucji towarów i usług sygnowanych oznaczeniem.

Gdy już znajomość oznaczenia wśród konsumentów jest powszechna, wymogi dla jego rejestracji są złagodzone. Dla przedsiębiorców, którzy swoją działalność oparli na znaku prostym, opisowym, zawierającym wyrażenia potoczne lub elementy zwyczajowo używane w uczciwych i utrwalonych praktykach rynkowych, wykazanie wtórnej zdolności odróżniającej może się okazać jedyną drogą do przeprowadzenia skutecznej rejestracji.

Pozostaje kwestia tego jak wykazać wtórną zdolność odróżniającą oznaczenia. Jako że ani przepisy polskie, ani europejskie nie wymieniają, jakiego rodzaju dowody powinien przestawić zgłaszający, odpowiedzi trzeba szukać w orzecznictwie. I tak przywołać należy, między innymi, zeszłoroczny wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE. Orzeczenie to zostało wydane w sprawie przestrzennego znaku towarowego Unii Europejskiej KitKat[1].

Kitkat

EUTM-002632529

Cadbury Schweppes plc (obecnie Mondelez UK Holdings & Services Ltd.; dalej: „Mondelez”) wniosła do EUIPO o unieważnienie rejestracji przestrzennego znaku KitKat. Mondelez wskazywała, że znak KitKat ten nie ma charakteru odróżniającego. Izba Odwoławcza EUIPO oddaliła jednak ten wniosek. Urząd stwierdził, że, pomimo braku samoistnego charakteru odróżniającego, należący do Société des produits Nestlé SA (dalej: „Nestle”) znak towarowy KitKat, uzyskał wtórną zdolność odróżniającą w następstwie używania go w Unii. Decyzja o jego zarejestrowaniu była zatem prawidłowa.

Od decyzji EUIPO, Mondelez wniosła skargę do Sądu I Instancji. W wyniku niej, Sąd I Instancji przychylił się do stanowiska Mondelez. Zdaniem składu rozstrzygającego EUIPO błędnie przyjęło, że uzyskanie wtórnej zdolności odróżniającej na terenie całej Unii zostało przez Nestle wykazane, w sytuacji, w której zostało wykazane tylko dla części państw.

Sprawa ostatecznie trafiła do TSUE, który w wyroku stwierdził, że:

w przypadku znaku towarowego, który nie posiada samoistnego charakteru odróżniającego w całej Unii, uzyskanie charakteru odróżniającego w następstwie używania tego znaku należy wykazać na całym jej terytorium, a nie jedynie w znacznej lub większej części terytorium Unii.

Zdaniem TSUE nie jest wystarczające, by uprawniony do oznaczenia nieposiadającego samoistnego charakteru odróżniającego (takiego jak znak KitKat) ograniczył się do przedstawienia dowodu uzyskania zdolności odróżniającej tylko dla niektórych czy nawet większości państw członkowskich UE. Nestle dostarczyła dowody na posiadanie charakteru odróżniającego dla 10 z 15 państw (w momencie zgłoszenia znaku Kit Kat, tj. w 2002 r., Unia Europejska liczyła 15 członków). TSUE uznało działania Nestle za niewystarczające dla stwierdzenia wtórnej zdolności odróżniającej dla znaku KitKat.

Na marginesie należy podkreślić, że analogicznie dla krajowej rejestracji znaku towarowego, nabycie wtórnej zdolności odróżniającej musi być wykazane dla całego terytorium państwa[2].

Podsumowując –  wykazanie wtórnej zdolności odróżniającej nie jest łatwe. Nawet dla  znanego wszystkim kształtu batonika KitKat okazało się to zadaniem zbyt trudnym. Z pomocą powinno przyjść orzecznictwo określające wymogi dla nabycia przez oznaczenie wtórnej zdolności odróżniającej. Jednak ani powołany w niniejszym artykule wyrok, ani inne orzeczenia nie regulują tych kwestii wystarczająco szczegółowo. Przedsiębiorcom pozostaje próbować i sprawdzać system na własnej skórze, a prawnikom czekać na dalsze, pełniejsze rozstrzygnięcia…

[1] Wyrok TSUE z dnia z dnia 25 lipca 2018 r. w połączonych sprawach C-84/17 P, C-85/17 P, C-95/17 P.

[2] Instytucję wtórnej zdolności odróżniającej w polskim PWP, reguluje art. 130, zgodnie z którym: „Przy ocenie, czy oznaczenie ma dostateczne znamiona odróżniające, należy uwzględnić wszystkie okoliczności związane z oznaczaniem nim towarów w obrocie. Odmowa udzielenia prawa ochronnego na podstawie przepisu art. 129 ust. 1 pkt 2 nie może nastąpić w szczególności, jeżeli przed datą zgłoszenia znaku towarowego w Urzędzie Patentowym znak ten nabrał, w następstwie jego używania, charakteru odróżniającego w przeciętnych warunkach obrotu”.

prawa autorskie

Dostęp do łącza należy kontrolować

14 listopada 2018
peer-to-peer

Wskazanie członka rodziny, mającego dostęp do łącza internetowego, nie może zwalniać z odpowiedzialności za udostępnienie za pośrednictwem tego łącza pliku w drodze peer-to-peer – wynika z wyroku TSUE z dnia 18.10.2018 r. w sprawie C‑149/17 Bastei Lübbe GmbH & Co. KG przeciwko Michaelowi Strotzerowi.

Czym jest peer-to-peer (p2p)?

W dzisiejszych czasach nielegalne udostępnianie utworów w internecie jest powszechnym sposobem naruszenia praw autorskich. Do naruszenia dochodzi m.in. poprzez udostępnianie utworów na giełdzie wymiany plików peer-to-peer (p2p). Czym jednak w praktyce jest peer-to-peer? Sformułowanie to można tłumaczyć jako „równy” czy „równorzędny”. System p2p działa natomiast w ten sposób, że urządzenie użytkownika jednocześnie pobiera dane i je wysyła. Innymi słowy, kiedy internauta ściąga z sieci pliki za pomocą p2p, wysyła je również do innych osób.

Jak zidentyfikować sprawcę takiego bezprawnego udostępnienia? Internet umożliwia nam przecież podejmowanie działań w sposób pełni anonimowy. W tym zakresie pomocnym narzędziem okazuje się być adres IP, przypisywany indywidualnie odbiorcy usług dostępu do Internetu. Jednakże przypisanie adresu IP dla bezprawnych działań podejmowanych w sieci nie musi zawsze oznaczać, że właściciel łącza jest jednocześnie naruszycielem. Istnieje jednak takie domniemanie faktyczne, o ile posiadacz adresu nie wykaże braku swojej odpowiedzialności.

Postępowanie przed sądem krajowym

Michael Strotzer był właścicielem adresu IP, z którego do sieci udostępniono audiobook. Został on pozwany przez Bastei Lübbe GmbH & Co. KG – producenta fonogramu, któremu przysługiwały prawa autorskie i pokrewne do utworu w postaci audiobook’a, o odszkodowanie za naruszenie praw autorskich. Michael Strotzer powoływał się na brak swojej odpowiedzialności za naruszenie. Twierdził bowiem , że jego komputer w chwili dokonania naruszenia był wyłączony. Ponadto z jego łącza internetowego korzystali inni domownicy – jego rodzice, którzy według jego wiedzy nie mieli spornego utworu na swoim komputerze ani nie korzystali z programów p2p. Michael Strotzer podnosił jednocześnie, że jego łącze internetowe było odpowiednio zabezpieczone.

Krajowy sąd rejonowy podzielił argumentację pozwanego. Sąd uznał, że nie ma możliwości jednoznacznego stwierdzenia, kto dopuścił się naruszenia. Wobec tego należy przyjąć brak odpowiedzialności pozwanego za bezprawne udostępnienie audobiook’a w sieci. Sąd apelacyjny nabrał jednak wątpliwości co do rozstrzygnięcia sądu I instancji. Z jednej strony zauważył, że – jak wynika z orzecznictwa sądów niemieckich – jeżeli sprawca wykaże, iż do sieci miały dostęp inne osoby, posiadacz łącza nie może być uważany za domniemanego sprawcę naruszenia. Jednak z drugiej strony Sąd ten podkreślił, że to na posiadaczu spoczywa ciężar udowodnienia okoliczności, iż inne osoby miały dostęp do łącza internetowego i że to one mogły być sprawcami naruszenia.

Pytanie prejudycjalne

W wyniku powyższego, sąd apelacyjny zdecydował się zadać TSUE pytania zmierzające do ustalenia:

czy odpowiedzialność posiadacza łącza internetowego, za pośrednictwem którego dokonano naruszenia praw autorskich w drodze udostępniania plików, jest wyłączona, jeżeli posiadacz łącza wskaże przynajmniej jednego członka rodziny, który poza nim miał możliwość dostępu do tego łącza, nie podając ustalonych poprzez odpowiednią dodatkową weryfikację konkretnych szczegółów dotyczących momentu i charakteru korzystania z Internetu przez tego członka rodziny.

Rozstrzygnięcie TSUE

Rozstrzygnięcie TSUE nie pozostawia wątpliwości. Jeżeli posiadacz łącza internetowego wskaże przynajmniej jednego członka rodziny, który miał możliwość dostępu do tego łącza, jednak bez podania dokładniejszych wyjaśnień co do momentu, w którym ten członek rodziny korzystał z tego łącza, i charakteru tego użytkowania przez owego członka rodziny, nie wyłącza jego odpowiedzialności za dokonane naruszenie.

Z uzasadnienia wyroku wynika, że podanie takich danych o członkach rodziny – pomimo iż ingeruje w życie rodzinne – jest konieczne do zapewnienia podmiotom praw autorskich skutecznego dochodzenia ich praw. Przeciwny wniosek powodowałby przyznanie absolutnej ochrony członkom rodziny domniemanego naruszyciela, z jednoczesnym uniemożliwieniem poszanowania praw własności intelektualnej.

Komentarz

Rozstrzygnięcie TSUE należy ocenić pozytywnie. Przyjęcie, że samo wskazanie przez posiadacza sieci na możliwość dostępu do łącza przez inne osoby, stanowi podstawę do wyłączenia odpowiedzialności tego posiadacza, byłoby skrajnie niekorzystne dla podmiotów praw autorskich. Korzystanie z jednej sieci domowej przez domowników czy ich gości jest powszechne.  W takim przypadku każdy naruszyciel mógłby automatycznie zwolnić się z odpowiedzialności, wskazując jedynie na to, że zamieszkuje z innymi osobami. Takie stanowisko byłoby sprzeczne z zasadą ciężaru dowodu, spoczywającego na domniemanym naruszycielu, który chce powołać się na wyłączenie swojej odpowiedzialności. W efekcie powodowałoby to, że ustalenie osoby sprawcy byłoby nadmiernie utrudnione, a nawet niemożliwe. Każdy z domowników mógłby bowiem „przerzucać” odpowiedzialność na inne osoby. W konsekwencji niemożliwe byłoby skuteczne dochodzenie praw przez podmiot praw autorskich.

Samo wskazanie innej osoby nie może prowadzić do zwolnienia z odpowiedzialności właściciela adresu IP, z którego bezprawnie udostępniono utwór. W niniejszej sprawie wydane rozstrzygnięcie było tym bardziej uzasadnione, jako że pozwany argumentował, iż po pierwsze jego sieć jest wystarczająco zabezpieczona, co wyłączało ewentualny udział innych osób trzecich, a po drugie, że jego rodzice mający dostęp do łącza, nie korzystali z platformy udostępniania plików.

prawa autorskie

Dalsze udostępnianie utworu w Internecie może wymagać zgody jego twórcy

5 września 2018
udostępnianie

Stan faktyczny

Dirk Renckhoff jest niemieckim fotografem. Jedno z autorskich zdjęć tego twórcy, za jego zgodą, zostało opublikowane na portalu internetowym poświęconym podróżom. Udostępniona fotografia nie została jednak zabezpieczona przez właścicieli serwisu mechanizmami, które uniemożliwiałyby osobom trzecim jej kopiowanie bądź pobieranie.

W 2009 roku jedna z uczennic niemieckiej szkoły ponadpodstawowej w Waltrop zamieściła w przygotowanym przez siebie referacie sporną fotografię Dirk Renckhoffa, którą opatrzyła odnośnikiem odsyłającym do ww. portalu podróżniczego. Referat ten wraz z ilustrującym go zdjęciem został następnie opublikowany na stronie internetowej placówki szkolnej w Waltrop.

Działaniu temu sprzeciwił się autor fotografii, podnosząc iż stanowi ono naruszenie jego praw autorskich do utworu. Jak twierdził Dirk Renckhoff, wyłącznie portal podróżniczy został przez niego upoważniony do używania spornego zdjęcia. Wobec tego autor wniósł do sądu pozew. W ramach niego żądał wydania zakazu zwielokrotniania spornej fotografii i zapłaty przez szkołę odszkodowania w wysokości 400 euro.

Postępowanie przed sądami krajowymi

Żądania Dirka Renckhoffa zostały w części uwzględnione przez sąd I instancji. Szkole nakazano bowiem usunięcie spornej fotografii ze strony internetowej oraz zapłatę na rzecz powoda kwoty 300 euro tytułem odszkodowania. Ostatecznie, na skutek rewizji wniesionej przez obie strony od ww. wyroku, sprawa trafiła do niemieckiego Sądu Najwyższego (niem. Bundesgerichtshof). Sąd ten powziął wątpliwości co do bezprawności działania szkoły i naruszenia przez nią praw autorskich twórcy do spornej fotografii.

Zgodnie bowiem z art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu europejskiego i Rady z dnia 22.05.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym („dyrektywa 2001/29/WE”), państwa członkowskie powinny zapewnić autorom wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów, drogą przewodową lub bezprzewodową, włączając podawanie do publicznej wiadomości ich utworów w taki sposób, że osoby postronne mają do nich dostęp w wybranym przez siebie miejscu i czasie.

Natomiast, jak wskazuje unijne orzecznictwo, naruszeniem art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE będzie takie działanie, w ramach którego naruszyciel:

  • udostępni przedmiot praw autorskich w sposób dający „publiczności” dostęp do utworu niezależnie od tego, czy skorzystają one z tej możliwości[1], przy czym
  • pod pojęciem „publiczności” rozumie się niczym nieograniczony krąg potencjalnych odbiorców, których liczba powinna być znaczna[2], oraz
  • udostępni chroniony utwór za pomocą innego rodzaju technologii (przykładowo: naruszyciel umożliwi osobom trzecim nieograniczony dostęp do muzyki, która do tej pory była publicznie transmitowana wyłącznie w radiu) bądź wśród nowej publiczności.

Szczególne wątpliwości Sądu Najwyższego dotyczyły wykładni przesłanki „udostępnienia utworu wśród nowej publiczności” w kontekście zaistniałego stanu faktycznego. Wobec tego ww. sąd wystąpił do TSUE z następującym pytaniem prejudycjalnym:

Czy zamieszczenie we własnej publicznie dostępnej witrynie internetowej utworu swobodnie dostępnego za zgodą podmiotu praw autorskich dla wszystkich użytkowników Internetu w obcej witrynie internetowej stanowi podawanie do publicznej wiadomości w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29, jeżeli utwór zostaje najpierw skopiowany na serwer, a stamtąd przekazany do własnej witryny internetowej?”.

Wyrok TSUE

Powyższe pytanie prejudycjalne TSUE rozstrzygnął twierdząco, wskazując że przesłanką „publicznego udostępniania” powinny być objęte również sytuacje zamieszczenia na stronie internetowej fotografii, która była wcześniej opublikowana za zgodą autora na innej witrynie, także w przypadku braku ograniczeń uniemożliwiających pobranie tej fotografii przez osoby trzecie.

Odmienna interpretacja prowadziłaby – zdaniem TSUE – do wyzbycia twórców z ich praw przyznanych w drodze art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE. Udostępnienie utworów na stronie innej niż te, wobec których autor pierwotnie wyraził zgodę, mogłoby prowadzić do utraty przez niego kontroli nad dystrybucją „dzieł” w przestrzeni publicznej.

Jak bowiem zauważa Trybunał:

  • każdy twórca ma prawo odwołania uprzednio wyrażonej zgody na udostępnienie jego utworów w ramach strony internetowej. W sytuacji zaś dalszego rozpowszechnienia utworu na witrynach nieobjętych zgodą twórcy, wycofanie tego rodzaju zgody oraz dążenie do usunięcia fotografii z przestrzeni publicznej często byłoby nieskuteczne – tego rodzaju utwór nadal byłby powszechnie dostępny w ramach witryn internetowych, na których dokonano jego rozpowszechnienia bez wiedzy autora;
  • w świadomości twórcy „publicznością”, o której mowa w art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/09/WE w chwili wyrażenia zgody na udostępnienie jego utworu, był jedynie zwyczajowy krąg odbiorców strony internetowej, na której utwór ten miał być pierwotnie opublikowany. Każde kolejne udostępnienia utworu na stronach internetowych nieobjętych zgodą twórcy dotyczą „nowej publiczności”, której swoją świadomością ów twórca nie obejmował.

Komentarz

Wyrok TSUE należy oceniać pozytywnie, jako wzmacniający uprawnienia twórcy w zakresie sprawowania kontroli nad dystrybuowanymi przez niego utworami. Trzeba jednak pamiętać, że omawiane orzeczenie dotyczy konkretnego rodzaju kwalifikacji faktycznej. W niniejszej sprawie szkoła udostępniła sporną fotografię na łamach strony internetowej, pobierając ją najpierw z ww. portalu podróżniczego, a następnie wgrywając na własny serwer. W tym przypadku nie może więc być mowy o udostępnianiu przedmiotów praw autorskich za pomocą tzw. „hiperłączy” – tj. specjalnych odnośników odsyłających, których byt ustaje wraz z usunięciem utworu ze strony źródłowej (co do zasady tego rodzaju aktywność TSUE uznaje za nienaruszającą praw autorskich twórcy – vide: wyrok TSUE z dnia 13.02.2014 r., Svensson i in., C-466/12).

Natomiast podjęcie decyzji przez uprawnionego – Dirka Renckhoff ‚a – o usunięciu fotografii z ww. strony podróżniczej do takiego skutku by nie doprowadziło. Sporne zdjęcie nadal funkcjonowałoby w ramach przestrzeni wirtualnej, mianowicie na stronie internetowej szkoły. Aprobowanie zaś takiego stanu faktycznego prowadziłoby do daleko idącego ograniczenia uprawnień autora do jego utworu.

Przypisy:

[1] Wyrok TSUE z dnia 13.02.2014 r., Svensson i in., C‑466/12, EU:C:2014:76, pkt 19; Wyrok TSUE z dnia 14.06.2017 r., Stichting Brein, C‑610/15, EU:C:2017:456, pkt 31.

[2] Wyrok TSUE z dnia 13.02.2014 r., Svensson i in., C‑466/12, EU:C:2014:76, pkt 21; Wyrok TSUE z dnia 14.06.2017 r., Stichting Brein, C‑610/15, EU:C:2017:456, pkt 27.