Przeglądana kategoria

prawa autorskie

prawa autorskie

Jak zainspirować się utworem zgodnie z prawem?

3 października 2018

Kreatywność drugiej osoby bywa dla nas źródłem własnej twórczości. Jak mawiają, naśladownictwo jest najwyższą formą uznania. Prawo autorskie podziela tę maksymę. Jednakże czym byłoby prawo, gdyby nie chciało wprowadzić tutaj dalszych rozróżnień? Możemy więc wyróżnić dzieła inspirowane, dzieła z zapożyczeniami, jak również dzieła zależne (opracowania). Przedmiotem niniejszego artykułu chciałbym uczynić pojęcie „działa inspirowanego”, zwanego również utworem inspirowanym. Pomocne w wyjaśnieniu tego terminu jest omówienie pokrótce, czym jest dzieło zależne i jak ono odnosi się względem dzieła inspirowanego.

Linia podziału wiedzie na styku dwóch utworów. Pierwszym jest utwór pierwotny, powstały wcześniej. Utwór ten jest cudzą twórczością, niezależną od twórczości innych osób. Stanowi on punkt odniesienia do drugiego utworu. Sposób tego odniesienia warunkuje, czy mamy do czynienia z dziełem inspirowanym, czy dziełem zależnym. Dzieło zależne to opracowanie cudzego utworu, w szczególności jego tłumaczenie, przeróbka, adaptacja[1]. Powoduje to, że dzieło zależne nie ma charakteru samoistnego — dzieło to przejmuje twórcze zawartości utworu pierwotnego. Na gruncie prawa ma to niebagatelne znaczenie. Twórca opracowania musi m.in. uzyskać zgodę autora utworu pierwotnego na korzystanie, zbywanie, rozpowszechnienie opracowania itp.[2] Poza tym na egzemplarzach opracowania twórca musi podać do wiadomości imię i nazwisko autora oraz tytuł utworu pierwotnego. Jeżeli tego nie uczyni, narusza prawo autora utworu pierwotnego. Dzieło inspirowane zaś to utwór, który powstał w wyniku inspiracji utworem pierwotnym. Utwór pierwotny jest zatem tylko podłożem, impulsem dla własnej twórczości. Utwór pierwotny jest tutaj podnietą dla nas — psychologiczną lub emocjonalną. Utwór inspirowany nie stanowi zarazem opracowania[3] i nie stosuje się do niego ww. obostrzeń. Możemy więc swobodnie dysponować naszym dziełem. Na istotę tego podziału wskazał Sąd Najwyższy[4]:

„Za zasadnicze kryterium odróżniające utwór inspirowany od utworu zależnego, będącego opracowaniem, przyjmuje się takie twórcze zmodyfikowanie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte. (…). Ochronie podlega bowiem nie temat, lecz jego indywidualizacja (postać i koncepcja bohatera, jego losy, określone sytuacje i opisy, w których funkcjonuje). Zaczerpnięcie tylko samego wątku cudzego utworu nie wymaga zgody autora dzieła inspirującego, ponieważ istotą utworu inspirowanego jest właśnie jego powstanie w wyniku pobudki twórczej dostarczonej przez utwór inspirujący. Elementy utworu inspirującego w nowo powstałym utworze inspirowanym są i mogą być rozpoznawalne, ale nie dominujące, stanowiąc efekt emocjonalnego i intelektualnego impulsu wywołanego cudzym dziełem. Za kryterium rozgraniczające uznaje się w doktrynie takie twórcze przetworzenie elementów dzieła inspirującego, że o charakterze dzieła inspirowanego decydują już jego własne, indywidualne elementy, a nie elementy przejęte”.

Jak widać, rozróżnienie pomiędzy dziełem zależnym a inspirowanym nie jest ścisłe i może przyprawiać trudności. Aby przezwyciężyć te trudności możemy uciec się do Mocy i powszechnie znanej konkretyzacji toposu walki dobra ze złem. Mowa o fenomenie Star Wars. Pierwotnym utworem jest tutaj scenariusz autorstwa Georga Lucasa do filmu z 1977 r. o tym tytule, któremu później dodano podtytuł Episode IV: A New Hope. Co ciekawe, na sześć miesięcy przed premierą filmu (w 1976 r.) wydano książkę o tytule Star Wars: From the Adventures of Luke Skywalker, której tytuł również później zmieniono na Episode IV: A New Hope. Książka ta była adaptacją scenariuszu Georga Lucasa. Została napisana przez Alana Deana Fostera jako ghostwritera i przypisana Georgowi Lucasowi. Książka ta była typowym przykładem opracowania (adaptacji powieściowej), a więc dzieła zależnego — opisywała wydarzenia zekranizowane w pierwszym filmie Star Wars.

Świat Star Wars jest jednak o wiele bogatszy. Książki z uniwersum Star Wars można liczyć w setkach[5]. Opisują one przeróżne historie osadzone w świecie mistrza Yoda czy Dartha Vadera, które miały miejsce przed lub po wydarzeniach z głównej fabuły filmów. Filmy Star Wars były inspiracją dla autorów tych książek. Książki te – w odróżnieniu do pierwszej pozycji książkowej w uniwersum Star Wars – są zatem utworami samoistnymi (utworami inspirowanymi), które przedstawiają już własne elementy twórcze.

Warto tu przytoczyć jeszcze jeden wyrok Sądu Najwyższego[6]:

„(…) wykorzystanie cudzego pomysłu, a nawet imion z cudzego utworu, przy oryginalnej treści nowego dzieła, nie stanowi jeszcze opracowania cudzego utworu, ale własny oryginalny utwór.”

Oddzielnie dzieł zależnych od dzieł inspirowanych jest istotne. W pierwszym wypadku twórca dzieła zależnego jest ograniczony w korzystaniu i rozporządzaniu tym dziełem. Niejednokrotnie za korzystanie z dzieła zależnego trzeba zapłacić autorowi dzieła pierwotnego wynagrodzenie za udzielenie zgody. W drugim wypadku twórczość dzieła inspirowanego ma charakter samoistny. Twórca dzieła inspirowanego korzysta z pełnej swobody w korzystaniu z tego dzieła. Rozgraniczenie obu kategorii dzieł i kwalifikacja danego utworu do jednej z nich wymaga zatem wieloaspektowej i pogłębionej analizy.

Naśladownictwo jest wyrazem uznania, jednakże jego stopień jest wyznacznikiem naszych praw i obowiązków w stosunku do osoby, wobec której uznanie to manifestujemy. Niech Moc będzie z Wami.

Przypisy

[1] Zob. art. 2 ust. 1 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2018 r. poz. 1191, z późn. zm., dalej jako „ustawa”).

[2] Zob. art. 2 ust. 2 ustawy. Zgoda jest wymagana tak długo, jak długo autorowi utworu pierwotnego przysługują do tego utworu autorskie prawa majątkowe.

[3] Zob. art. 2 ust. 4 ustawy: „Za opracowanie nie uważa się utworu, który powstał w wyniku inspiracji cudzym utworem”.

[4] Zob. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 10 lipca 2014 r., sygn. akt I CSK 539/13, Legalis nr 1160540.

[5] Zob. https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Star_Wars_books.

[6] Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 lutego 1962 r., sygn. akt II CR 528/71, niepubl. cyt. za J. M. Doliński, Utwór inspirowany w prawie autorskim, Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2011, z. 4, s. 10.

prawa autorskie

Dalsze udostępnianie utworu w Internecie może wymagać zgody jego twórcy

5 września 2018
udostępnianie

Stan faktyczny

Dirk Renckhoff jest niemieckim fotografem. Jedno z autorskich zdjęć tego twórcy, za jego zgodą, zostało opublikowane na portalu internetowym poświęconym podróżom. Udostępniona fotografia nie została jednak zabezpieczona przez właścicieli serwisu mechanizmami, które uniemożliwiałyby osobom trzecim jej kopiowanie bądź pobieranie.

W 2009 roku jedna z uczennic niemieckiej szkoły ponadpodstawowej w Waltrop zamieściła w przygotowanym przez siebie referacie sporną fotografię Dirk Renckhoffa, którą opatrzyła odnośnikiem odsyłającym do ww. portalu podróżniczego. Referat ten wraz z ilustrującym go zdjęciem został następnie opublikowany na stronie internetowej placówki szkolnej w Waltrop.

Działaniu temu sprzeciwił się autor fotografii, podnosząc iż stanowi ono naruszenie jego praw autorskich do utworu. Jak twierdził Dirk Renckhoff, wyłącznie portal podróżniczy został przez niego upoważniony do używania spornego zdjęcia. Wobec tego autor wniósł do sądu pozew. W ramach niego żądał wydania zakazu zwielokrotniania spornej fotografii i zapłaty przez szkołę odszkodowania w wysokości 400 euro.

Postępowanie przed sądami krajowymi

Żądania Dirka Renckhoffa zostały w części uwzględnione przez sąd I instancji. Szkole nakazano bowiem usunięcie spornej fotografii ze strony internetowej oraz zapłatę na rzecz powoda kwoty 300 euro tytułem odszkodowania. Ostatecznie, na skutek rewizji wniesionej przez obie strony od ww. wyroku, sprawa trafiła do niemieckiego Sądu Najwyższego (niem. Bundesgerichtshof). Sąd ten powziął wątpliwości co do bezprawności działania szkoły i naruszenia przez nią praw autorskich twórcy do spornej fotografii.

Zgodnie bowiem z art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu europejskiego i Rady z dnia 22.05.2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym („dyrektywa 2001/29/WE”), państwa członkowskie powinny zapewnić autorom wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów, drogą przewodową lub bezprzewodową, włączając podawanie do publicznej wiadomości ich utworów w taki sposób, że osoby postronne mają do nich dostęp w wybranym przez siebie miejscu i czasie.

Natomiast, jak wskazuje unijne orzecznictwo, naruszeniem art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE będzie takie działanie, w ramach którego naruszyciel:

  • udostępni przedmiot praw autorskich w sposób dający „publiczności” dostęp do utworu niezależnie od tego, czy skorzystają one z tej możliwości[1], przy czym
  • pod pojęciem „publiczności” rozumie się niczym nieograniczony krąg potencjalnych odbiorców, których liczba powinna być znaczna[2], oraz
  • udostępni chroniony utwór za pomocą innego rodzaju technologii (przykładowo: naruszyciel umożliwi osobom trzecim nieograniczony dostęp do muzyki, która do tej pory była publicznie transmitowana wyłącznie w radiu) bądź wśród nowej publiczności.

Szczególne wątpliwości Sądu Najwyższego dotyczyły wykładni przesłanki „udostępnienia utworu wśród nowej publiczności” w kontekście zaistniałego stanu faktycznego. Wobec tego ww. sąd wystąpił do TSUE z następującym pytaniem prejudycjalnym:

Czy zamieszczenie we własnej publicznie dostępnej witrynie internetowej utworu swobodnie dostępnego za zgodą podmiotu praw autorskich dla wszystkich użytkowników Internetu w obcej witrynie internetowej stanowi podawanie do publicznej wiadomości w rozumieniu art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29, jeżeli utwór zostaje najpierw skopiowany na serwer, a stamtąd przekazany do własnej witryny internetowej?”.

Wyrok TSUE

Powyższe pytanie prejudycjalne TSUE rozstrzygnął twierdząco, wskazując że przesłanką „publicznego udostępniania” powinny być objęte również sytuacje zamieszczenia na stronie internetowej fotografii, która była wcześniej opublikowana za zgodą autora na innej witrynie, także w przypadku braku ograniczeń uniemożliwiających pobranie tej fotografii przez osoby trzecie.

Odmienna interpretacja prowadziłaby – zdaniem TSUE – do wyzbycia twórców z ich praw przyznanych w drodze art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE. Udostępnienie utworów na stronie innej niż te, wobec których autor pierwotnie wyraził zgodę, mogłoby prowadzić do utraty przez niego kontroli nad dystrybucją „dzieł” w przestrzeni publicznej.

Jak bowiem zauważa Trybunał:

  • każdy twórca ma prawo odwołania uprzednio wyrażonej zgody na udostępnienie jego utworów w ramach strony internetowej. W sytuacji zaś dalszego rozpowszechnienia utworu na witrynach nieobjętych zgodą twórcy, wycofanie tego rodzaju zgody oraz dążenie do usunięcia fotografii z przestrzeni publicznej często byłoby nieskuteczne – tego rodzaju utwór nadal byłby powszechnie dostępny w ramach witryn internetowych, na których dokonano jego rozpowszechnienia bez wiedzy autora;
  • w świadomości twórcy „publicznością”, o której mowa w art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/09/WE w chwili wyrażenia zgody na udostępnienie jego utworu, był jedynie zwyczajowy krąg odbiorców strony internetowej, na której utwór ten miał być pierwotnie opublikowany. Każde kolejne udostępnienia utworu na stronach internetowych nieobjętych zgodą twórcy dotyczą „nowej publiczności”, której swoją świadomością ów twórca nie obejmował.

Komentarz

Wyrok TSUE należy oceniać pozytywnie, jako wzmacniający uprawnienia twórcy w zakresie sprawowania kontroli nad dystrybuowanymi przez niego utworami. Trzeba jednak pamiętać, że omawiane orzeczenie dotyczy konkretnego rodzaju kwalifikacji faktycznej. W niniejszej sprawie szkoła udostępniła sporną fotografię na łamach strony internetowej, pobierając ją najpierw z ww. portalu podróżniczego, a następnie wgrywając na własny serwer. W tym przypadku nie może więc być mowy o udostępnianiu przedmiotów praw autorskich za pomocą tzw. „hiperłączy” – tj. specjalnych odnośników odsyłających, których byt ustaje wraz z usunięciem utworu ze strony źródłowej (co do zasady tego rodzaju aktywność TSUE uznaje za nienaruszającą praw autorskich twórcy – vide: wyrok TSUE z dnia 13.02.2014 r., Svensson i in., C-466/12).

Natomiast podjęcie decyzji przez uprawnionego – Dirka Renckhoff ‚a – o usunięciu fotografii z ww. strony podróżniczej do takiego skutku by nie doprowadziło. Sporne zdjęcie nadal funkcjonowałoby w ramach przestrzeni wirtualnej, mianowicie na stronie internetowej szkoły. Aprobowanie zaś takiego stanu faktycznego prowadziłoby do daleko idącego ograniczenia uprawnień autora do jego utworu.

Przypisy:

[1] Wyrok TSUE z dnia 13.02.2014 r., Svensson i in., C‑466/12, EU:C:2014:76, pkt 19; Wyrok TSUE z dnia 14.06.2017 r., Stichting Brein, C‑610/15, EU:C:2017:456, pkt 31.

[2] Wyrok TSUE z dnia 13.02.2014 r., Svensson i in., C‑466/12, EU:C:2014:76, pkt 21; Wyrok TSUE z dnia 14.06.2017 r., Stichting Brein, C‑610/15, EU:C:2017:456, pkt 27.

prawa autorskie

Smak to nie utwór i nie korzysta z ochrony prawnoautorskiej

27 sierpnia 2018
utwór

W ostatnim czasie coraz częściej podejmowane są próby rozszerzenia zakresu przedmiotowego pojęcia „utworu” zawartego prawnoautorskich regulacjach unijnych i międzynarodowych. Jedną z głośniejszych spraw było uznanie kompozycji zapachowej perfum Lancôme za utwór i udzielenie jej ochrony prawnoautorskiej. W tym roku Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej zostało przedstawione pytanie prejudycjalne – czy smak produktu spożywczego może być traktowany jako utwór, a w konsekwencji korzystać z ochrony prawnoautorskiej? Choć wyrok nie został jeszcze wydany, warto zapoznać się z opinią rzecznika generalnego w tej sprawie.

Spór o smak serka – czy stanowi utwór? Stan faktyczny.

W 2007 r. holenderski handlarz warzywami stworzył produkt spożywczy w postaci sera do smarowania z dodatkiem śmietany i ziół, który otrzymał nazwę „Heksenkaas” (dalej jako: „Heksenkaas”). Następnie w 2011 r. pomysłodawca produktu zawarł umowę ze spółką Levola Hengelo BV (dalej jako: „Levola”), w której przekazał prawa własności intelektualnej do Heksenkaas tej spółce w zamian za wynagrodzenie, które miało zostać powiązane z wynikami sprzedaży sera. Słowny znak towarowy „Heksenkaas” zgłoszono w 2010 r., a patent na metodę produkcji tego sera przyznano w 2012 r.

W 2014 r. spółka Smilde Foods BV (dalej jako: „Smilde”), która podobnie jak Levola zajmuje się produkcją artykułów spożywczych, zaczęła wytwarzać produkt pod nazwą „Witte Wievenkaas”. Levola pozwała Smilde, wskazując, że Smilde poprzez produkcję i sprzedaż Witte Wievenkaas naruszyła prawa autorskie do „smaku” Heksenkaas. Wskazano, że produkcja Witte Wievenskaas stanowi zwielokrotnienie utworu, jakim jest smak Heksenkaas. Levola na potrzeby powództwa zdefiniowała prawo autorskie do smaku jako: „całościowe wrażenie wywierane przez spożycie danego produktu spożywczego na narządach smaku, w tym odczucie w ustach postrzegane przez zmysł dotyku”.

Levola wniosła o nakazanie zaprzestania produkcji sera przez Smilde. Sąd I Instancji oddalił żądanie Levoli podnosząc fakt, że Levola nie wskazała jakie elementy lub połączenia smaku Heksenkaas nadają temu produktowi oryginalny charakter oraz znamiona indywidualności. Levola wniosła apelację do sądu II instancji, który po przeanalizowaniu stanu faktycznego i prawnego zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (dalej jako: „TSUE”) z pytaniami prejudycjalnymi, a jedno z nich było następujące:

Czy prawo Unii stoi na przeszkodzie temu, by smak produktu spożywczego – jako własna twórczość intelektualna autora – mógł stanowić przedmiot ochrony przyznawanej na podstawie prawa autorskiego?

Serek to nie utwór i nie korzysta z ochrony prawnej – Opinia Rzecznika Generalnego.

W dniu 25.07.2018 r. Rzecznik Generalny Melchior Wathelet wydał opinię, w której zaproponował, aby TSUE odpowiedział na zadane pytania prejudycjalne w taki sposób, że Dyrektywa 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, stoi na przeszkodzie udzielenia ochrony prawnoautorskiej smakowi produktu spożywczego.

Rzecznik Generalny argumentował tę tezę m.in. faktem, że zarówno w regulacjach prawa unijnego oraz w międzynarodowych traktatach smak produktu spożywczego nie korzysta z ochrony prawnoautorskiej. Główny nacisk został położony jednak na to, że poczucie smaku produktu spożywczego jest jedynie subiektywnym odczuciem każdego człowieka. Nie jest więc możliwe, na obecnym etapie rozwoju nauki, dokładne i obiektywne ustalenie smaku produktu.

Rzecznik Generalny nie wykluczał jednak możliwości, aby prawodawstwo unijne w tym zakresie uległo zmianie, jeśli nauka odkryje sposób na obiektywną identyfikację smaku produktów. Wartym uwagi jest fakt, że według Rzecznika Generalnego względna nietrwałość produktów spożywczych nie jest argumentem przekonującym za nieudzieleniem ochrony prawnoautorskiej smakowi produktu, gdyż Dyrektywa nie przewiduje konieczności utrwalenia utworu, a dodatkowo przedmiotem ochrony nie jest nośnik, lecz sam utwór.

Z drugiej strony Rzecznik Generalny wskazał, że ulotność, efemeryczność smaku nie pozwalają na dokładną i obiektywną identyfikację smaku produktu spożywczego jako utworu, co z kolei nie pozwala na objęcie smaku produktu spożywczego ochroną prawnoautorską. W konsekwencji Rzecznik Generalny stwierdził, że smak produktu spożywczego nie stanowi utworu w myśl Dyrektywy 2001/29/WE i nie zasługuje na ochronę prawnoautorską.

Opinia Rzecznika Generalnego nie jest wiążąca dla TSUE, jednakże w wielu sytuacjach treść wyroku pokrywała się z treścią opinii rzeczników generalnych. W niniejszej sprawie należy się spodziewać wyroku Trybunału w najbliższym czasie.

 

Z treścią opinii Rzecznika Generalnego można zapoznać się pod tym linkiem: http://curia.europa.eu/juris/document/document.jsf?text=&docid=204426&pageIndex=0&doclang=PL&mode=req&dir=&occ=first&part=1&cid=789020

prawa autorskie

Projekt ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi

21 marca 2018
projekt

W dniu 2 lutego 2018 r. do Sejmu wpłynął rządowy projekt ustawy o zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi i prawami pokrewnymi autorstwa Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego (dalej: „Projekt”)[1].

Istota i cel Projektu

Projekt powstał z uwagi na konieczność wdrożenia do polskiego porządku prawnego dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/26/UE z 26 lutego 2014 r. w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi oraz udzielania licencji wieloterytorialnych dotyczących praw do korzystania online z utworów muzycznych rynku wewnętrznym, zwanej Dyrektywą CRM (dalej: „Dyrektywa CRM”)[2]. Co ciekawe, Dyrektywa CRM weszła w życie z dniem 9 kwietnia 2014 r., a termin jej implementacji upłynął w dniu 10 kwietnia 2016 r. Zaistniałe opóźnienie może mieć brzemienne skutki, gdyż Komisja Europejska zwróciła się do Trybunału Sprawiedliwości UE o nałożenie na Polskę kary finansowej, w wysokości 87 tyś. 612 euro za każdy dzień opóźnienia związanego z niewdrożeniem Dyrektywy CRM.

Najważniejsze zmiany

Implementowana Dyrektywa CRM reguluje takie kwestie jak m.in. działalność organizacji zbiorowego zarządzania w krajach europejskich, zasady członkostwa w tego typu organizacjach oraz ich strukturę wewnętrzną, zasady dokonywania potrącenia od pobranych środków oraz przekazywanie informacji pomiędzy państwami członkowskimi.

Najistotniejsze zmiany jakie przewiduje Projekt to wprowadzenie licencji wieloterytorialnej oraz odmienne uregulowanie zasad działalności organizacji zbiorowego zarządzania. Projekt definiuje licencję wieloterytorialną jako licencję obejmującą terytorium więcej niż jednego państwa członkowskiego UE. Taka licencja będzie udzielana przez uprawnioną do tego organizację zbiorowego zarządzania na korzystanie online wyłącznie z utworów muzycznych oraz słowno-muzycznych, również w innych krajach należących do UE. Licencja wieloterytorialna dotyczyć będzie tylko praw autorskich do ww. utworów, gdyż prawa pokrewne są skupione w rękach producentów muzycznych, którzy bezpośrednio udzielają usługodawcom licencji wieloterytorialnych. Jest do dość istotna zmiana, gdyż do tej pory np. ZAiKS[3] był uprawniony do udzielenia licencji tylko na terytorium Polski.

Regulacja zasad działania organizacji zbiorowego zarządzania

Projekt wprowadza również uregulowania dotyczące zasad działalności organizacji zbiorowego zarządzania. W chwili obecnej w Polsce funkcjonuje 12 niezależnych od siebie organizacji zbiorowego zarządzania (dalej: OZZ), które mogą prowadzić działalność po uzyskaniu odpowiedniego zezwolenia Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jedynym kryterium jakie OZZ musi obecnie spełnić do uzyskania zezwolenia, jest „rękojmia należytego zarządzania powierzonymi prawami”. Projektowana ustawa nakłada na OZZ liczne dodatkowe kryteria jakie muszą zostać spełnione przez wnioskodawcę celem uzyskania zezwolenia jak m.in.:

– odpowiedni poziom technicznego i organizacyjnego przygotowania;

– zatrudnienie odpowiednio wykwalifikowanego personelu;

– dysponowanie środkami finansowymi w wysokości gwarantującej prawidłowe prowadzenie działalności polegającej na zarzadzaniu prawami autorskimi i pokrewnymi.

Dodatkowo, zgodnie z wymaganiami Dyrektywy CRM, Projekt wprowadza szereg nowych definicji w tym m.in. zagraniczną organizację zbiorowego zarządzania, uprawnionego, instytucję reprezentatywnej organizacji zbiorowego zarządzania, w celu harmonizacji zasad działalności OZZ, działających na terytorium państw członkowskich Unii Europejskiej.

W Projekcie wprowadzono także obowiązek zwoływania corocznego walnego zebrania członków OZZ oraz możliwość wzięcia w nim udziału przez pełnomocnika. Organizacje zbiorowego zarządzania będą zobowiązane także do prowadzenia i aktualizowania m.in. elektronicznego wykazu umów o zbiorowe zarządzanie.

W ramach konsultacji społecznych, do Projektu zostały wniesione liczne uwagi (około 50 stanowisk) przez uczestników konsultacji.

Z Projektem oraz jego uzasadnieniem można zapoznać się na stronie internetowej Rządowego Centrum Legislacji.

[1] http://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12297411

[2] http://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/?uri=celex%3A32014L0026

[3] Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych

prawa autorskie prawo IT

Cloud computing a transfer oprogramowania w modelu SaaS – jak kształtować umowę?

29 stycznia 2018
cloud computing

Cloud computing od kilku lat zyskuje na popularności tak wśród konsumentów, jak i przedsiębiorców. Zgodnie z badaniami Eurostat[1], w 2016 roku 21% przedsiębiorstw, działających na terenie UE, choć raz skorzystało z usług przetwarzania danych w chmurze. Najczęściej były one związane z obsługą poczty elektronicznej (65%), przechowywaniem dokumentów oraz innych plików (62%), hostingowaniem baz danych przedsiębiorstwa (44%), czy też z korzystaniem z dedykowanych aplikacji finansowych i księgowych (32%). Jednocześnie, w analogicznym okresie, jedynie 8% polskich przedsiębiorstw zdecydowało się na eksploatowanie funkcjonalności chmury obliczeniowej w swojej działalności.

Czym jest cloud computing?

Cloud computingiem (chmurą obliczeniową) określamy model dostarczania, udostępniania i/lub wykorzystania technologii informacyjnych przez wiele podmiotów jednocześnie, za pośrednictwem jednej, współdzielonej infrastruktury. Dostęp do tych technologii, w szczególności w zakresie aplikacji bądź usług, oprogramowania lub przechowywanych danych, jest możliwy w zasadzie z dowolnego urządzenia, podłączonego do sieci internetowej.

Korzystanie z chmury obliczeniowej z pewnością stanowi dla przedsiębiorstw źródło wielu korzyści ekonomicznych. Po pierwsze, przedsiębiorstwa korzystające z chmury nie muszą inwestować w tworzenie własnej infrastruktury informatycznej. Po drugie, model biznesowy przewidziany dla usług chmurowych zakłada ich pełną skalowalność. Oznacza to, że wraz ze wzmożonym zainteresowaniem na konkretne usługi chmurowe, odpowiednie zasoby informatyczne są stopniowo poszerzane w celu utrzymania akceptowalnej dla użytkowników wydajności. Skalowalność jest również istotna z punktu widzenia systemu opłat, który co do zasady funkcjonuje w modelu pay as you go (płacisz za to, co zużyjesz). Stąd też, wielkość opłat za usługi chmurowe będzie zależna od wielkości zasobów, które przedsiębiorca wykorzysta w danym okresie rozliczeniowym.

Zagrożenia dla przedsiębiorców

Z drugiej strony, korzystanie z usług chmurowych niesie dla każdego przedsiębiorcy różnego rodzaju zagrożenia. Co do zasady winny być one eliminowane stosownymi postanowieniami umownymi. Trzeba jednak pamiętać, iż korzystanie z usług chmurowych przez nieskończoną ilość podmiotów często eliminuje możliwość prowadzenia indywidualnych negocjacji co do kształtu warunków umowy, bądź też sprzyja narzucaniu przez usługodawcę konkretnych wzorców. Co więcej, użytkownik końcowy (w tym przedsiębiorca) zyskuje w zasadzie dostęp do konkretnego, już istniejącego rozwiązania informatycznego. Usługodawca nie będzie w takim przypadku zainteresowany dostosowywaniem danej usługi pod potrzeby konkretnego podmiotu.

Cloud computing w obrocie gospodarczym

Z uwagi na powyższe coraz częstszym sposobem udostępniania rozwiązań technologicznych w obrocie gospodarczym – zwłaszcza w zakresie oprogramowania – odbywa się z użyciem chmury, zazwyczaj w ramach modelu SaaS (Software as a Service). W takim przypadku usługobiorca zyskuje zdalny dostęp online do aplikacji, z której może korzystać w dowolnym momencie, bez konieczności jej instalacji na swoim urządzeniu.

Nie dochodzi tym samym do zwielokrotnienia utworu, o którym mowa w art. 74 ust. 4 pkt. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zgodnie z którym:

Autorskie prawa majątkowe do programu komputerowego, z zastrzeżeniem przepisów art. 75 ust. 2 i 3, obejmują prawo do trwałego lub czasowego zwielokrotnienia programu komputerowego w całości lub w części jakimikolwiek środkami i w jakiejkolwiek formie; w zakresie, w którym dla wprowadzania, wyświetlania, stosowania, przekazywania i przechowywania programu komputerowego niezbędne jest jego zwielokrotnienie, czynności te wymagają zgody uprawnionego.

W praktyce powyższe wywołuje pewne wątpliwości, co do konieczności udzielania usługobiorcom licencji do korzystania z oprogramowania. Wydaje się jednak, że stosowne postanowienia licencyjne winny się w takich umowach znaleźć, chociażby z uwagi na niepewność prawną w tym zakresie.

O jakie postanowienia warto zadbać w umowie?

Udostępnianie oprogramowania w ramach modelu SaaS powinno odbywać się na podstawie zawieranych pomiędzy stronami umów o świadczenie usług. Poza ogólnymi postanowieniami umownymi – określającymi strony bądź przedmiot umowy – ważne są w tym zakresie:

  • postanowienia dotyczące prawa właściwego bądź jurysdykcji;
  • udzielenie licencji (zwłaszcza określenie czasu trwania oraz terytorium obowiązywania licencji; dostosowanie pól eksploatacji do udostępnianego oprogramowania w modelu SaaS; kwestia udzielania sublicencji; odpowiedzialność za wady prawne i usterki);
  • określenie modelu i zasad obliczania wynagrodzenia dla usługodawcy;
  • obowiązki usługodawcy w zakresie zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa, tak w zakresie przetwarzania danych osobowych (konieczność dostosowania się do RODO), jak i w zakresie ochrony cyberbezpieczeństwa (konieczność dostosowania się do przepisów dyrektywy NIS oraz ustaw o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa);
  • postanowienia dotyczące przenoszalności danych, kształtujących uprawnienie usługobiorcy do migracji danych w celu dalszego ich wykorzystywania, dokonywane w określonym trybie oraz z zachowaniem odpowiednich obowiązków/procedur/terminów;
  • zasady rozwiązywania/wypowiadania umów oraz ważne w tym kontekście ww. postanowienia dot. przenoszalności danych – odpowiednio skonstruowane klauzule pozwolą ograniczyć zjawisko vendor lock-in’u (tj. uzależnienia się od usługodawcy);
  • tzw. klauzule SLA, tj. postanowienia zobowiązujące usługodawcę do zachowania odpowiedniego poziomu usług;
  • określenie procedury zgłaszania błędów oprogramowania (usterek) oraz modyfikacja jego funkcjonalności na żądanie/wniosek usługobiorcy;
  • kary umowne związane z naruszeniem postanowień umownych w zakresie SLA, przenoszalności danych, niezapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa.

[i] Eurostat, Cloud computing – statistics on the use by enterprises, 2016; http://ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Cloud_computing_-_statistics_on_the_use_by_enterprises#Factors_preventing_enterprises_from_using_cloud_computing_.282014_survey.29